środa, 17 stycznia 2018

Zamki kresowe a tatarskie szlaki

post z 7 maja 2014

  Budowa zamku w wieku XV czy XVI na Kresach wschodnich nie była pokazaniem swojego bogactwa lecz koniecznością. Czasy były tak niepewne, że nie wiadomo było co może się wydarzyć w nocy lub na drugi dzień. Czy napadnie na nas skłócony sąsiad, wałęsające się różne grupy rozbójników, czy może Tatar lub Turek chce powiększyć swój majątek naszym kosztem i „odwiedzi” nas z zaskoczenia.

  Można więc zadać pytanie – po co było przenosić się w tak niepewne i niebezpieczne strony. Otóż powodów było kilka. Panowie szukali wielkich fortun, szlachtę „nęciła zarówno żyzna gleba jak i harce z Tatarami” a lud zbiegał tłumnie po wolność, której w starych województwach Rzeczpospolitej miał coraz mniej uciskany różnymi obowiązkami. Byli i tacy, którzy ziemie dostali od króla za różne zasługi, najczęściej wojenne. Królowie polscy nadawali ziemie początkowo za jakieś zasługi lecz nigdy nie były to tzw, królewszczyzny lecz grunta leżące odłogiem, niezagospodarowane, pustkowia czy opuszczone. W późniejszym okresie zasługa przestała być tytułem do nadania i posiadania dóbr koronnych i wtedy zaczęli osiedlać się na nich różni „niezasłużeni”, którzy brali na własność opustoszałe tereny. Aby szybciej zaludnić okolicę królowie pozwalali na zakładanie prywatnych miast, które wyrastały „jak grzyby po deszczu”. Największą jednak zachętą było obwoływanie „swobody” czyli bardzo długiego 20-to lub 30-to letniego zwolnienia od wszelkich danin i obowiązków. Zachęcano także przyszłych osadników nadzieją bezkarności czyli obietnicą obrony od wszelkich prześladowań prawa, nawet gdy chodziło o najcięższe zbrodnie. Nowo powstające miasta dostawały na pewien czas różne ulgi i przywileje przez co ludzie chętniej się w nich osiedlali a czym było ich więcej tym szybciej wzrastał majątek ich właściciela a później i państwa. Lecz aby móc spokojnie i bezpiecznie funkcjonować potrzebna była skuteczna obrona miasta i ludności. Otaczano więc miasta obronnymi wałami, palisadami, fosami a także stawiano w nich lub pobliskiej okolicy zamek. Prawie każdy z nich otoczony był wsiami, osadami na prawie wojennym, dożywotnim czy wieczystym dzierżawionymi przez szlachtę lub bojarów. Ich obowiązkiem było utrzymanie i obrona zamku, występowanie zbrojnie na każde wezwanie starosty czy wojewody, wysyłanie w pole straży i czat. Taki system obrony na Litwie nosił nazwę bojarszczyzny.

  Jak już pisałem w jednym z wcześniejszych postów kresowy zamek była to zazwyczaj budowla drewniana, mająca swoje odrębne obronne zabezpieczenia i w razie napadu mogąca dać schronienie okolicznym mieszkańcom. W kresowych zamkach mur obronny zbudowany był z dwóch drewnianych ścian a przestrzeń między nimi wypełniano kamieniami, piaskiem lub ziemią. Taki mur zwano „horodnią” a do utrzymania go w dobrym stanie wyznaczano ludzi, którzy o to mieli dbać.

  Poza dbaniem o obronność zamku powinnością okolicznej ludności było dostarczać jedzenie, przeprowadzać potrzebne remonty a także opłacać różne podatki. I tak: od sprzedanego zboża – „pomierne”, od korzystania z dróg – „szosowe”, z mostów – „mostowe”, na utrzymanie starosty – „kolęda”, od sprzedaży napojów – „kapszczyzna”, od sprzedawanych towarów – „myto”, oprócz tego dochodziły daniny np. od warzenia napojów, wytwarzania wosku itp. Daniny te pobierano w tzw. królewszczyznach gdzie zamek i ziemie należały do króla a z jego ramienia rządził tam starosta. Ale zdarzało się, że prywatny właściciel nadanych dóbr, pomimo ulg także żądał różnych danin.

  Okres panowania Władysława IV to największy boom w budowie zamków. Powstawały ich setki na Ukrainie, Podolu, Wołyniu czy Rusi Czerwonej, która stała się prawie „krainą zamków” lecz bardzo wiele z nich nie zostawiło po sobie do dzisiaj żadnego śladu nawet w miejscowej tradycji.

  W wieku XV i XVI prawie co roku zdarzały się jakieś najazdy tatarskie bądź tureckie i miasta, osady, zamki były niszczone lecz w niedługim czasie zostawały odbudowywane i funkcjonowały do następnego najazdu. Po jakimś czasie część z nich zostawała opuszczona i zakładana w innym miejscu lub ponownie odbudowywana. Aby zapobiegać niespodziewanym napadom na ich szlakach powstało wiele zamków obronnych, które częściowo miały zapobiegać przedostawaniu się ord tatarskich czy tureckich w głąb kraju. W poprzek Ukrainy biegły jakby trzy linie obronne zamków. Również były trzy rodzaje straży a mianowicie: zamkowe, miejskie czyli ostrogowe i polne, które czuwały w stepach i w pobliżu szlaków tatarskich.


Oto jak przedstawiały się owe szlaki.

„Tatarzy mieli prawie stałe swoje szlaki, którymi od „pól dzikich” zapuszczali swe zagony w głąb Ukrainy. Szlak tatarski nie był drogą ani gościńcem kupieckim, ale nosił wyłączny charakter. Wszystkim wiadomy, był rzadko widomym. Znanym był jego ogólny kierunek, wymijający przeprawy przez większe rzeki, ale nie były znane nigdy poszczególne jego zwroty. Szerokość szlaku odpowiadała sile „czambułu”. Pospolicie rozciągał się on wszerz „na dwoje strzelanie z łuka”, ale nieraz, gdy szła cała horda, to i na mil parę. W pustyni oryentowano się mogiłami. Szlaki główne, po doprowadzeniu hordy lub czambułu do okolic zaludnionych, jako celu każdej wyprawy, dzieliły się na uboczne zagony, okrywające siecią kraj cały lub upatrzone jego części. Dopiero na tych ubocznych szlakach odbywały się łowy na zaskoczonych znienacka mieszkańców i ich dobro. Ponieważ szlaki większe odpowiadały wododziałom większych rzek Ukrainy, było więc ich tyle, ile samych wododziałów, mianowicie trzy: Szlak Czarny, między dopływami Bohu i Dniepru; Kuczmański między Bohem i Dniestrem i Murawski między Dnieprem i Donem. Był jeszcze czwarty szlak Wołoski za Dniestrem, który z Budziaku, czyli nadmorskiej Bessarabii, prowadził na Ruś Czerwoną, ale ten Ukrainy nie dotykał. Trzy pierwsze miały za punkt wyjścia Perekop, od którego rozchodziły się w różne strony.
Szlak Czarny, po tatarsku „Dżorna islach”, rozpoczynał się właściwie dopiero w Czarnym lesie, od którego i nazwę swoją nosił, w uroczysku na wierzchowiskach rzeki Ingułu, gdzie Tatarowie „zapadali koszem”, dopóki się wszyscy nie zebrali.    Szlak Kuczmański, rozdzieliwszy się ze szlakiem Czarnym u Martwych wód, przechodził na prawą stronę Bohu przez bród, zwracał się wododziałem Bohu i Dniestru aż ku granicy podolskiej, gdzie na wododziale z Rowem znajdowało się uroczysko Kuczman, skąd biegł już Podolem ku Lwowu, omijając Bar i Czarny Ostrów.
  Szlak Murawski od Perekopu biegł między dorzeczami Dniepru i Donu wzdłuż wschodniej granicy Ukrainy zadnieprskiej do Tuły i Moskwy”.

 Tatarzy

  Zamkiem, który stał na skrzyżowaniu szlaków był Kamieniec Podolski a po prawej stronie Dniestru – Chocim. Aby umocnić zamek kamieniecki wybudowano przy ujściu Zbrucza do Dniestru warowny ziemny szaniec zwany Okopami Świętej Trójcy.
Ponieważ Tatarzy przekraczali Dniestr w kilku miejscach (brodach) aby dostać się na jego lewą stronę zbudowano przy brodach szereg zameczków i warownych stanic. Miedzy innymi były to budowle w Mohylowie, Raszkowie, Jampolu i ciągnęły się aż do Jarholika. U zbiegu rzek Kiełbaśnej i Muraszki stanął zamek w Szarogrodzie. Inne ważne twierdze na tym szlaku to Bracław nad Bohem, Humań i Bar, który zamykał szlak Kuczmański.
  Szlak  Czarny strzegły zamki zbudowane między innymi nad rzeką Uszawą w Romanówce, Chwastowie i Hulanikach, nad rzeką Impenią – Chodorków, Kornin, Bszew, Białogrodka, Motyżyn i Hostomel. Zamków większych i mniejszych na różnych dopływach głównych rzek było bardzo dużo i trudno wszystkie je wymienić. Poza tym po zawarciu pokoju z Turcją w 1699 roku w Karłowicach ich obronne znaczenie bardzo zmalało i wiele z nich uległo zniszczeniu i zapomnieniu.
  Może ktoś się zastanawia po co więc było budować tyle niedużych zameczków skoro i tak przed atakiem większej ilości wojska nie były w stanie się obronić. Padały przecież dużo większe i potężniejsze zamki. Ale z Tatarami czy Turkami sprawa wyglądała tak, że ich głównym celem ataku było zebranie jak najwięcej łupów i jeńców (jasyru). Rozproszone małe oddziały (czambuły) rozjeżdżały się po okolicy i kto nie zdążył się schronić dostawał się do niewoli lub zostawał zabity. Nie oblegali oni ani warownych miast ani zamków gdyż nie to było ich celem. Jeżeli nie udał się atak z zaskoczenia odstępowali od zamku czy miasta i w polu szukali zdobyczy. Natomiast postawienie nawet niedużej warowni na brodzie utrudniało przeprawę przez rzekę gdyż pole manewru w wodzie nie było zbyt duże przez co straty chcących przedostać się na drugi brzeg były znaczne, opóźniało to dalszy marsz i jednocześnie odpadało zaskoczenie.
  Szukano różnych metod zabezpieczenia się przed tatarsko – tureckimi napadami. Na pograniczu Litwy i Korony stacjonowały kombinowane straże polsko – litewskie. W późniejszym okresie na straży Rusi i Podola stała jazda polska w sile od 1000 do 3200 koni. Tak było za panowania Zygmunta Starego. Lecz mniej więcej w połowie XVI wieku okazało się, że taki system jest już przestarzały i trzeba szukać nowych rozwiązań. Próbowano tworzyć oddziały z napływającej na tereny dolnego Dniepru ludzi z Rusi, Moskwy, Litwy czy Polski, z tatarska zwanych Kozakami lecz nie przyniosło to oczekiwanego skutku. Wciąż była groźba tatarskich najazdów. Stefan Batory uważał, że najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia Ukrainy przed tymi najazdami był podbój Krymu. Niestety śmierć Batorego nie pozwoliła na zrealizowanie tych planów a jego następca, Zygmunt III Waza, miał inne problemy na głowie.


 Kozacy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz