Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozostałe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozostałe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2018

Zabytek kontra urzędnik

post z 28 maja 2013 

Słowo „zabytek’ w naszym słownictwie po raz pierwszy występuje w XIX wieku. „Ochrona zabytków” – trochę później. Można powiedzieć – szkoda, bo wtedy prawdopodobnie mielibyśmy o wiele więcej starych budowli takich jak np. zamki. Bo właśnie one pozostawiane przez swoich właścicieli, popadające w ruinę najczęściej służyły za źródło materiału budowlanego dla innych obiektów. Nikt nie zastanawiał się na tym aby zachować te stare budowle dla potomnych. Liczyła się chwila obecna. A szkoda. Może takie przyszłościowe myślenie przetrwało by w narodzie do dzisiaj tak jak nasza „ułańska fantazja” czy „szlachecka samowola”. Nie mieliśmy szczęścia do osób odpowiedzialnych za nasze stare budowle a najgorsze jest to, że taki stan rzeczy przetrwał do dzisiaj. Podczas rozbiorów Polski zaborca chcąc pozbyć się ewentualnych miejsc oporu niszczył warownie czy miejskie mury obronne i to wydaje się logiczne patrząc z jego punktu widzenia. Natomiast to, że my sami pozwalaliśmy na takie działania jest dla mnie niezrozumiałe i dziwne. Walczyliśmy latami o niepodległość niszcząc zarazem relikty naszej przeszłości. Ale najdziwniejsze a może należałoby napisać najgorsze to to, że o pozostawienie starej zabytkowej budowli walczą zwykli obywatele z tymi, którzy niejako z urzędu powinni o nie dbać i je chronić. Osoby te są bardzo odporne na wszelkie argumenty przemawiające za ochroną takiej budowli.

Czy wiecie może, że najbardziej chyba znana brama w Polsce – Brama Floriańska w Krakowie mogła zostać wyburzona wraz z pozostałą resztą murów podczas porządkowania miasta w 1816 roku?  Przytaczam tu fragment z mojej strony o Krakowie mówiący właśnie o tym fakcie.

-Rząd Rzeczypospolitej Krakowskiej zajął się uporządkowaniem gruzów po zburzonych murach fortyfikacyjnych. Wypadało więc wyrównać doły, zasypać fosy i rowy. Duch porządku i czystości zapanował w Senacie rządzącym wolnego m. Krakowa i mania burzenia wszystkiego co stare opanowała to ciało. Padł pod uderzeniem kilofów starożytny ratusz na Rynku, ofiarą porządku miały paść także i te trzy baszty, które jeszcze ocalały. Uratował je senator Feliks Radwański. Nie mogąc trafić innym argumentem do przekonania panów senatorów uciekł się do środka, którym wstrzymał zamierzone zburzenie tych baszt. Oto oświadczył, że brama Floriańska ze względów higienicznych nie może być zniesioną, gdyż zasłania ona miasto od wielkich przeciągów, wiatrów, kurzawy i zadymek. Ten argument przekonał pp. senatorów i baszty zostawili. Urosło stąd przysłowie że Radwański wiatrem zatrzymał walącą się już bramę Floriańską. –

Cała treść tego memorandum jest na stronie o Krakowie (
http://www.starykrakow.com.pl
– dział „Ciekawostki”).


   Od tej chwili minęło prawie 200 lat a nasi „kochani” włodarze nie wiele się zmienili. Zwykli ludzie wysyłają do nich pisma z prośbami, apelami czy wbrew żądaniami o jak najszybszą interwencję w sprawie niszczejącego zabytku a w zamian otrzymują lakoniczną odpowiedź, prawie identyczną, niezależnie od urzędu czy miejscowości gdzie była ona adresowana. O ich treści pisałem w poście z 27 grudnia pt. „Podsumowanie” (dział „Różne akcje”). I to teraz piszący do nich ludzie powołują się na ustawy, paragrafy i artykuły, w myśl których powinni oni działać. Bo chyba nie ma innej drogi dotarcia do urzędnika jak pokazanie mu konkretnego przepisu, pod który jego praca podlega. Wcześniej to ich pisma naszpikowane były różnymi paragrafami i ustawami, które zajmowały niemal całą stronę a sama odpowiedź to tylko jedno zdanie. Teraz pomału to się zmienia, oby na lepsze ale nie dla korespondencji a dla sprawy.
    Równocześnie chcę zaznaczyć, że nie wszyscy urzędnicy są niesolidni czy aroganccy ale ta mniejszość niestety wyrabia opinie o reszcie, która właśnie tak jest postrzegana. Prawie każdy z nas miał do czynienia z nieuprzejmym pracownikiem jakiegoś urzędu a złe doświadczenie pozostaje na długo w pamięci. O dobrym szybko zapominamy.


Zdaję sobie sprawę z tego, że takie narzekanie na urzędników staje się już nudne i bezprzedmiotowe gdyż i tak nie wpłynie na ich prace ale jak to mówią „nóż się w kieszeni otwiera” gdy prawie codziennie przeczytać można o zniszczonym, zburzonym, zawalonym czy rozebranym zabytku a odpowiedzialna za to osoba nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie są wyciągane wobec niej żadne konsekwencje ani w pracy ani prawne. Można odnieść wrażenie, że ci ludzie są bezkarni a zniszczone dobra niczyje. Ciekawym czy tak samo podeszliby do sprawy gdyby to ich dom ulegał zniszczeniu? Czy czekaliby aż się rozleci i wybudowali nowy, czy raczej przystąpili do remontu? Ale to jest MOJE. NASZE mnie nie interesuje.

Historyczne zainteresowania społeczeństwa

post z 11 maja 2013

  W ostatnich latach zauważyć można, że część naszego społeczeństwa zaczęła interesować się historią. Powstało do tej pory i ciągle ich liczba się powiększa wiele różnego rodzaju Bractw Rycerskich inspirowanych głównie okresem średniowiecza lecz nie tylko. Powstają grupy rekonstrukcyjne organizujące pokazy, dzięki którym możemy przeżywać ważne wydarzenia historyczne związane z historią naszego państwa. Odradzają się rzemiosła, które wydawałoby się, że w XXI wieku nie mają racji bytu np. płatnerstwo (wyrób zbroi a później także mieczy, szabli, tarcz) zanikło dość dawno. Szyje się także ubiory z tamtego okresu, buduje dawne wioski itp. A udział w tym biorą nie tylko ludzie młodzi lecz i starsi także dorzucają „swoje trzy grosze”. Coraz większe jest także zainteresowanie różnymi rycerskimi turniejami organizowanymi od kwietnia do października w różnych rejonach kraju. W szranki stają członkowie Bractw Rycerskich zarówno pojedynczo jak i w grupach a jak zwykle zwycięża najlepszy. Zabawa jest wspaniała lecz po jej zakończeniu czasami potrzebna jest lekarska pomoc gdyż różnych przypadkowych kontuzji jest bardzo wiele. Co warte jest odnotowania to także duże zainteresowanie widzów tego typu rozrywką. A wybór jest duży od rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem aż do obrony Westerplatte. Biorące w inscenizacjach grupy występują w noszonych w danej epoce strojach, używają ówczesnej broni i starają się odtworzyć w miarę realistycznie tamte wydarzenia. Jest to dobra lekcja historii dla młodszego pokolenia, które czasami z wypiekami na twarzy ogląda te zmagania. Może w niedalekiej przyszłości oderwie się od komputera i zasili szeregi takich grup.
   Zainteresowanie historią przejawiają także osoby zamożniejsze kupując np. ruinę zamku i odbudowując go. Chociaż zamiast słowa „odbudowując” powinienem chyba użyć słowa „budując”. Odbudowa kojarzy się z odtworzeniem czegoś co wcześniej stało a zostało zniszczone a w wielu przypadkach remontów takich ruin powstaje coś co wcześniej nie istniało. Dość luźno traktuje się pozostałości dawnej budowli i realizuje swoje wizje nie poparte żadną wcześniejszą , historyczną dokumentacją. A najdziwniejsze jest to, że zgodę na takie działania wydają ludzie, którzy odpowiedzialni są zabytki i ich ochronę. Prawdopodobnie zadziałał fakt, że znalazł się ktoś kto chciał kupić dany obiekt a konserwator niejako pozbył się kłopotu. Wprawdzie dalej miał wgląd w prace ale to nie były już jego fundusze. W tym miejscu chciałbym uprzedzić wszelkie komentarze typu” miał gość pieniądze, kupił i robi za swoje to co nam do tego”. Otóż tak można podejść do sprawy gdyby budowa realizowana była od nowa i w innym miejscu. Ma pieniądze niech stawia i zamek. Ale zabytek jest naszym wspólnym dobrem a nie jednej osoby, która go kupiła. Poza tym dowolne stawianie zabytkowych budowli fałszuje jakby naszą historię. Za np. 100 lat oglądający taki obiekt turysta będzie myślał, że tak on wyglądał od początku a nie, że patrzy na efekt wyobraźni swojego pradziadka. Dlatego nie jestem za swobodną budową na ruinach starych zabytków. Owszem gdy jest to poparte odpowiednią dokumentacją, odtworzeniem budowli z pewnego okresu z jej obowiązującymi w tym czasie detalami i wykończeniami oraz konkretnymi planami na przyszłość jestem za. Lepiej jest czasem zabezpieczyć przed dalszą dewastacją ruinę niż pozwolić na jej „zniszczenie” przez nieodpowiedni remont.
   W tym boomie na historię nasze społeczeństwo zaczyna zauważać jak wiele jest do zrobienia. Na facebooku powstają grupy miłośników zabytków i ich ochrony, w terenie sporadycznie organizują się Stowarzyszenia czy Fundacje dla konkretnego obiektu i tylko odpowiedzialne za zabytki nasze władze jakby nie zauważały problemu. Obecnie wielu ludzi odwiedza różne miejsca w naszym kraju gdzie straszą zaniedbane ruiny pałaców czy zamków zastanawiają się dlaczego tak to wygląda i czy nie da się nic z tym zrobić. Jeżdżąc po Europie widzą jak tam dba się o zabytki i zadają sobie pytanie „w czym my jesteśmy gorsi od nich, że tam tak o to dbają a u nas tylko ruiny i śmieci wokół?”. No to postaram się odpowiedzieć – ruiny to efekt upływającego czasu i braku zainteresowania odpowiednich czynników, śmieci to efekt zwiedzających (nikt nie widzi to mogę wyrzucić opakowanie po batoniku czy butelkę) czyli nas a w czym jesteśmy gorsi? – w braku pozytywnego i przyszłościowego myślenia. Owszem myślimy, że ktoś powinien coś zrobić – ktoś – lecz nie my. Za granicą niestety tak nie ma. Tam wiedzą, że zabytek jest rzeczą niepowtarzalną i nawet odbudowany nie jest tym czym był dawniej, zabytek jest dobrem wszystkich więc wszyscy powinni o niego dbać (nie ryć na resztkach murów napisów typu „tu byłem”) i tak też się dzieje. U nas albo jest państwowy czyli nikogo więc można robić co się chce albo jest czyjś czyli prywatny więc tym bardziej nie należy nic robić aby go ratować. Wobec takiego naszego podejścia do tego tematu możemy być szczęśliwi, że jeszcze tyle zabytkowych budowli pozostało.
   Może więc na fali tego „historycznego rozwoju” wprowadzić w szkołach w ramach lekcji historii nauki o zabytkach, ich ochronie a także ochronie ich otoczenia a przede wszystkim uświadomić młodzieży po co one są i dlaczego powinniśmy o nie dbać. Bo sądząc po fiasku naszej akcji „Ratujmy polskie zabytki” obecne pokolenia raczej o nie nie zadbają.

Jesteśmy krajem szczęściarzy

post z 16 kwietnia 2013

Ciekawym czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad naszymi zabytkami, ich ilością oraz stanem i doszliście do wniosku, ze jesteśmy jednak narodem szczęściarzy? Bo przecież mogliśmy wcale nie mieć tylu zabytkowych budowli gdyby w naszych lokalnych czy państwowych władzach (przez nas zresztą wybieranych) zasiadali ludzie, dla których historia Polski ograniczałaby się tylko tego co sami zbudowaliśmy. W nie tak odległym i dla wielu pamiętającym jeszcze te czasy okresie zdarzało się celowe niszczenie czytaj wyburzanie np. zamków czy pałaców tylko dlatego, że wybudowane zostały nie przez Polaków lecz ludzi innych narodowości. I tutaj należało by podziękować tym wszystkim nie znającym naszej historii decydentom gdyż dzisiaj prawdopodobnie słowo „zabytek” można by porównać do słowa „dinozaur” – prawie każdy wie jak wyglądał lecz nikt w rzeczywistości go nie widział.
  Chodzi mnie o to, że historia naszego kraju w jego dzisiejszych granicach związana jest z historią także innych narodów i czy ktoś tego chce czy nie zmienić tego faktu już nie możemy. Z biegiem wieków zmieniały się granice naszego kraju, jedne regiony zostawały przyłączane inne tracone lecz wszędzie byli ludzie, którzy tam mieszkali, pracowali, budowali itp. I czy obecnie należy doprowadzać do ruiny takie budowle tylko dlatego, że zbudowali je np. Niemcy? Patrząc na nasze obecne regiony to chyba z naszych czysto polskich zabytkowych budowli nie zachowałoby się wiele. W następnych zdaniach nawiązuje do okresu, z którego to dotrwały u nas do chwili obecnej różne budowle. I tak: Śląsk Górny i Dolny był kiedyś w rękach Czechów i Niemców, Pomorze, Warmia i Mazury – należały do zakonu krzyżackiego później tworzyły Prusy, ziemie wschodnie zamieszkiwali Litwini, Rusini, Ukraińcy. Pozostaje więc tylko Małopolska, Mazowsze część Wielkopolski lecz i tutaj z końcem XVIII wieku następują zmiany. Trzy rozbiory Polski wykreśliły nasz kraj z mapy Europy a przecież w tym okresie także powstawały nowe budowle. Prawie do początku XX wieku budowano pałace i dwory a po odzyskaniu niepodległości i przez okres międzywojenny starano się odremontować to co zniszczyła I wojna światowa. Piszę „odremontować” a nie wyburzyć gdyż zdawano sobie sprawę z tego, że jest to już nasze, polskie a nie niemieckie, rosyjskie, ukraińskie. Bo gdyby iść tokiem myślenia niektórych ówczesnych decydentów (lecz i dzisiaj niestety słyszy się podobne głosy) to należałoby wyburzyć wszystko co nie zostało zbudowane przez Polaków. Mieszkalibyśmy teraz w pięknym kraju w domach a betonowej płyty a z zabytkami nie byłoby najmniejszego kłopotu. Znikło by bardzo wiele starych miast lokowanych na prawie niemieckim zaczynając od najstarszego czyli Złotoryi poprzez Kraków czy Wrocław po Warszawę. No ale to przecież nie nasze tylko obce.
  Czy wobec tak przedstawiającej się historii naszego kraju nie jesteśmy szczęściarzami? Powinniśmy się więc cieszyć, że to wszystko w lepszym lub gorszym stanie stoi a nie mieć pretensje i wymagać aby to jeszcze było odremontowane, wysprzątane i udostępnione turystom (przynajmniej takie zdanie mają ludzie odpowiedzialni za ochronę zabytków ). Chyba nam się już w głowach poprzewracało.

Parlamentarne zespoły

post z 25 listopada 2012

Istnieje takie powiedzenie, że „ryba psuje się od głowy”. A piszę o tym dlatego gdyż przeglądałem ostatnio wykaz zespołów parlamentarnych w naszym Sejmie. Doliczyłem się ich aż 101. Niektóre, można powiedzieć dość ciekawe i „warte” istnienia w tak wydawałoby się poważnej instytucji. Np. Parlamentarny Zespół ds. Afryki (jest chyba bliższe „podwórko”), czy Parlamentarny Zespół ds. Promocji Badmintona (a co z innymi sportami?) i chyba najważniejszy Parlamentarny Zespół ds. przywrócenia ekspresowych i pośpiesznych połączeń pasażerskich na trasie Jelenia Góra, Wrocław, Opole, Częstochowa, Warszawa poprzez CMK. Takie problemy widzą nasi „wybrańcy”. Był także Zespół do spraw Zabytków ale został rozwiązany. I można zadać pytanie – komu on przeszkadzał? Widocznie ktoś doszedł do wniosku, że temat jest zbyt „śliski” i lepiej będzie rozwiązać taką grupę. Bo co by to było jakby zrzeszeni w niej posłowie nagle zobaczyli ogrom problemu i nie daj Boże głośno zaczęli o nim mówić z sejmowej mównicy? A tak cisza, spokój, posłom „przetłumaczono” pewnie, że temat nie jest bardzo popularny, ruszając go więcej można stracić niż zyskać a i tak nic nie zdziałają poruszając go. Nie mamy więc w Sejmie zespołu, który zająłby się niszczejącymi w zastraszającym tempie zabytkami, kilku posłów dla świętego spokoju może coś tam „bąknie” na jakimś zebraniu i tyle. Wniosek więc jest jeden – zabytki są nam zupełnie nie potrzebne i wszyscy powinniśmy to zrozumieć. Powstawanie różnych Stowarzyszeń, Fundacji, grup na portalach internetowych itp. nie ma sensu gdyż w efekcie i tak nic nie wskórają bo rząd ma inne sprawy na głowie a nie jakieś tam stare budowle. Lecz jest jednak jakaś szansa – otóż rządy się zmieniają a ludzie walczący o coś zazwyczaj pozostają na swoim miejscu i drążą tę „skałę” a raczej „rządowy beton”.

Co sąd to inny wyrok.

post z 6 kwietnia 2012

Niecałe dwa lata temu z przyjemnością przeczytałem krótką notatkę, że gmina Suchy Dąb odebrała na drodze sądowej prywatnemu właścicielowi nieduży zameczek krzyżacki w Grabinach. Był to bodajże pierwszy tego typu przypadek w ostatnich latach i wydawać by się mogło, że najgorsze zamek ma za sobą. Lecz życie pokazało jak bardzo jest nieprzewidywalne. Nie znam szczegółów wyroków lecz według pierwszego gmina odzyskała zamek natomiast gdy wystąpiła o wpis do ksiąg wieczystych jako właściciel okazało się, że jest tylko właścicielem gruntu a budynek dalej jest prywatny i nie można takiego wpisu dokonać. Jaki to był więc wyrok skoro każdy interpretuje go w różny i odmienny sposób. A w międzyczasie ponad 500-letni zameczek postanowił przyspieszyć decyzje ludzi i najzwyczajniej w świecie częściowo się zawalił. Tak więc niech sądy jeszcze dłużej myślą nad rozwiązaniem wydawałoby się prostej sprawy ( nie zabezpieczyłeś zabytku, zostaje ci odebrany zgodnie z przepisami ) a w krótkim czasie będzie już po sprawie. Pozostanie tylko wyrównać teren.
  Lecz w tym przypadku nie można mieć pretensji do władz gminy. Walczą o jeden z najcenniejszych zabytków na ich terenie natomiast jak to zwykle była o jego losie decydują osoby, którym stan danej budowli jest zupełnie obojętny.
    Ale co najbardziej mnie dziwi to komentarze pod artykułem dotyczącym zawalenia się części zamku. Oto one:

 
„Jaki to zamek ? Przecież to zwykłe gospodarstwo rolne. Z tego co wiem tam nie ma zamku, bo dawno go zburzyli. Tam są wiejskie zabudowania i tyle. Ale musi być jakiś nius .”
„Antycep (gość) 2012-03-20 20:37

Pozwolili osunąć się ścianie…. A ja pozwoliłem sobie na przeczytanie tego kretyńskiego artykułu i powiem szczerze że żałuję. Jedna wielka głupota. Zarówno bohater(ka) jak i autor. A od mrozu to się odpie…….e.”
„Biała dama (gość) 2012-03-20 17:35

Wstyd dla Grabin weźcie to rozbierzcie, ni to zamek, ni chałupa, tak naprawdę to wstyd dla mieszkańców, turysta myśli że zamek albo chociaż kawałek zamku obejrzy a tu ch.. Wstyd dla tej wsi nic więcej ten zamek to trzeba tam od podstaw zbudować ewentualnie.”
Co myśleć o takich ludziach. Są na pewno młodzi, częściowo wykształceni (umieją pisać i czytać ale czy ze zrozumieniem to nie jestem pewien) a ich całe życie to komputer. Dookoła może nic nie być byle działał internet. Przestaje mnie więc dziwić niewielki udział społeczeństwa w akcji „Ratujmy polskie zabytki” jak i w innych, które ich osobiście nie dotyczą. Natomiast gdy sami potrzebują pomocy to mają pretensje do wszystkich, że im nie pomagają. Ale podobno „niektóre typy tak mają”

 Zameczek w Grabinach. Zdjęcie Bogdan Groth.

sobota, 6 stycznia 2018

Cenzura i komentarze

post z 30 stycznia 2012

  Dzisiaj (30.01.2012) na portalu gdzie znajduje się niniejszy blog (Interia) pokazały się zdjęcia 10 pałaców pt. „Dolina Pałaców: Nowy pomnik historii”. Link do nich to
http://turystyka.interia.pl/galerie/polska/dolina-palacow-nowepominikihistorii/zdjecie/duze,1586757,1,19
.
  Gdyby po jakimś czasie link przestał działać to wyjaśniam, że pokazano zdjęcia 10 odremontowanych pałaców nadając im miano Pomnika Historii.

Pomnik Historii to najwyższa forma uznania dla zabytków. Do tej pory tytuł ten nadano jedynie 45 najcenniejszym obiektom w całej Polsce. W najbliższym czasie do tego grona dołączy zespół 11 założeń pałacowo-parkowych znajdujących się na terenie Kotliny Jeleniogórskiej….”

Ponieważ jak zwykle jest tam miejsce na dodanie komentarza to go dodałem. Brzmiał mniej więcej tak:


     Chyba najwyższy już czas pokazać prawdziwe Pomniki Historii, te zrujnowane, zaniedbane i rozkradane zabytki, o które nikt nie dba. Nasze władze przyznają różne tytuły odnowionym za pieniądze prywatnych inwestorów zabytkom, nie widząc tych niszczejących, o które powinny same zadbać. W naszej akcji „Ratujmy polskie zabytki” staramy się właśnie zwrócić odpowiednim urzędom uwagę na problem braku ochrony starych budowli.

 
   Może nie przytoczyłem dosłownie tego wpisu lecz taka była jego wymowa. Niestety wpis ten nie ukazał się. Tak więc jakby ktoś nie wiedział to cenzura dalej istnieje, wolność słowa jest wtedy gdy przytakujemy i chwalimy nasze władze a obecnie cenzor nosi miano moderatora.
Oto przytoczę fragment regulaminu portalu Interia odnośnie komentarzy”

c. INTERIA.PL oświadcza, że nie zamawia, nie zleca ich przygotowywania, nie dokonuje analizy redakcyjnej czy też autoryzacji przedpublikacyjnej, zapisuje Wpisy i Komentarze we własnej infrastrukturze technicznej i udostępnia w sieci internet, przy czym zastrzega sobie prawo do usunięcia, już dodanych:
  i. Wpisów i Komentarzy, które zawierają zwroty lub określenia powszechnie uznawane za wulgarne (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.) oraz zwroty lub określenia powszechnie uznawane za obraźliwe lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich, niezgodne z obowiązującym prawem oraz takie, które mają charakter reklamy, kryptoreklamy, product placementu, w szczególności po otrzymaniu wiarygodnego lub urzędowego zgłoszenia co do bezprawności publikowanych przez Użytkownika Komentarzy lub Wpisów w trybie i na warunkach ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną z dnia 18 lipca 2002 (Dz. U.z roku 2002, Nr 144, poz.1204 z poz. zm.).”

 
    Zastanawiam się, które z tych wymienionych w regulaminie pozycji zostały przekroczone. Może chodzi o zwrot „ Nasze władze” i moderator zakwalifikował to do „naruszenia dobra osobistego osób trzecich”, a może w zwrocie „W naszej akcji Ratujmy polskie zabytki” dopatrzył się kryptoreklamy? Odpowiedzi do tej pory nie uzyskałem także na moje pytanie gdzie mój komentarz się podział. Po co więc zachęcać ludzi do wyrażania swojego zdania jeżeli nie ma się zamiaru tego publikować.
  Dobrze i bezpiecznie jest pokazywać jakie piękne i odnowione mamy zabytki, jak o nie dbamy, jak pielęgnujemy i wyrabiać u nieświadomych rzeczywistego ich stanu czytelników obraz sielanki, dobrobytu i państwowej opieki. Po co więc brać udział w takich akcjach jak nasza skoro jest tak dobrze a tylko kilkunastu czy kilkudziesięciu oszołomów widzi coś innego. A może by tak utworzyć własny portal tematyczny, w którym przedstawiali byśmy prawdziwy stan naszych zabytkowych budowli i nie chodzi mi tylko o zamki czy pałace ale też o inne zaniedbane i zapomniane zabytki. Jest przecież w naszym internecie trochę stron zajmujących się takimi tematami, które może razem stworzyłyby taką jedną wielką stronę zauważoną przez większą część internautów. Co o tym myślicie?

Przywłaszenie tekstu

post z 28 września 2011

  Dzisiaj napiszę nie o zabytkach lecz o trochę innej sprawie. Otóż szukając w internecie potrzebnych mnie materiałów natrafiłem na portal o Kresach w języku polskim i ukraińskim.   Znajdujące się tam opisy zamków zostały skopiowane z mojej strony (nawet wraz z linkami do mojego Pocztu króli polskich) i podpisane innym imieniem i nazwiskiem. Mało tego zdjęcia, które były na mojej stronie nie mojego autorstwa lecz umieszczone za zgodą ich wykonawcy również zostały tam zamieszczone a za ich autora podane zupełnie inne osoby. Napisałem do redakcji tegoż portalu oskarżając ich o kradzież materiałów i czekając na wyjaśnienie. I otrzymałem emaila z wyjaśnieniem, że: materiały pochodziły ze strony ogólnodostępnej a autor korzystał z nich częściowo. Czyli według redakcji to co jest dostępne można kopiować do woli i podpisywać się pod tym a całkowite skopiowanie stron to tylko częściowe skorzystanie z nich.
  Również rozwiązanie problemu według nich jest bardzo proste. Cytat z listu: „Co Pan proponuje? Może wymienimy się linkami?” Czyli redakcja wspaniałomyślnie umieści mój link i po sprawie. Lecz ja nie za bardzo jestem za takim rozwiązaniem.
   W dalszej części listu dowiedziałem się, że osoba która podpisała się pod moimi opisami zamków mieszka we Lwowie i „jest przedostatnim z herbu Bończa”. Według mnie to chyba nie ma się czym chwalić a wręcz przeciwnie – ukryć ten fakt jak najgłębiej. Nie wiem czemu miała służyć ta informacja redakcji. Herbowy, nie herbowy ale kradzież jest kradzieżą.
  Na następny list nie otrzymałem do tej pory żadnej odpowiedzi. Widocznie redakcja bierze mnie na przetrzymanie. Zastanawiam się właśnie co dalej począć z tym fantem. Strona dalej jest w niezmienionej formie, żadnego sprostowania ani przeprosin. Podanie adresu strony przyczyni się tylko do jej reklamy.

Dlaczego to wszystko niszczeje.

post z 6 lipca 2011

  „Buszowałem” ostatnio po internecie szukając informacji o niszczejących pałacach i dworach. Jest tego w Polsce bez liku. Co powiat, województwo to kilkanaście lub kilkadziesiąt takich obiektów. Opuszczonych, walących się lub jeszcze w całości lecz są to już ich ostatnie tchnienia jeżeli nic się z nimi nie zrobi tzn. odremontuje a nie zburzy. Ich powojenna historia w wielu przypadkach się powtarza. Po wojnie w pałacu swoją siedzibę miał PGR (dla niewtajemniczonych Państwowe Gospodarstwo Rolne – odpowiednik radzieckiego Kołchozu i chyba wszystko jasne). W większości urzędowali w nich ludzie, którzy wykształcenie ukończyli na szkole podstawowej a po reformie rolnej i parcelacji majątków pałac był symbolem wyzysku. Aż dziw bierze, że z takim nastawieniem w ogóle chcieli w nim pracować. Oczywiście zarówno pałac jak i należące do niego budynki gospodarcze nigdy nie były remontowane. Jak już nie dało się w nich urzędować po prostu opuszczano je zastawiając na niszczycielskie działanie czasu i ludzi. Budowle te to dzisiaj przeważnie tylko same mury bez dachu, stolarki czy ozdób.
   Inne chociaż także poniszczone to te, które w latach 80-tych sprzedawane były różnym firmom a także osobom prywatnym za przysłowiową „złotówkę”. Oczywiście nikt się nie interesował tym (obecnie też tak jest) czy kupujący będzie w stanie odremontować budynek. Liczyło się to, że gmina pozbyła się kłopotu. A zabytek? Tyle stał to może i dalej postoi ale to zmartwienie jego nowego właściciela.
Oczywiście były i są pałace czy zamki, które wyremontowano ale stanowi to w skali ogólnej niezbyt duży procent. Większość jednak niszczeje.
   Urzędnicy bezradnie rozkładają ręce mówiąc „to jest własność prywatna, nie wiemy gdzie przebywa właściciel, nic nie możemy zrobić”. I tu naszła mnie taka refleksja. Jak to jest. Otóż co roku dostaję z urzędu gminy pismo, w którym wyliczony mam podatek od nieruchomości i gruntu. Przytoczę przykład jak gmina potrafi dbać o pieniądze. Wybudowaliśmy (jako wspólnota) na terenie gminy garaże za własne pieniądze i własnymi rękami. Wtedy było to na zasadzie wieczystej dzierżawy i czynsz wynosił niewiele. Po kilku latach gmina zaproponowała wykup ziemi i zostaliśmy jej właścicielami. I oto okazało się, że teraz czynsz jest większy o kilkaset procent ponieważ wg. gminy garaż to luksus (a czym był przedtem?). Mało tego płacimy raz za powierzchnię garażu a drugi raz za ziemię, na której stoi. No ale jak luksus to luksus. A zmierzam do tego, że jak spóźnię się z zapłatą to po miesiącu już otrzymuję ponaglenie oczywiście z naliczonymi odsetkami i kosztami upomnienia. W takim razie kto płaci gminą za nieruchomości i grunty jeżeli nie wiedzą gdzie jest właściciel? Przecież to są czasem duże pieniądze a nie płacone przez kilka czy kilkanaście lat rosną do wielkich rozmiarów wraz z odsetkami. Czy nie jest to wystarczający powód aby odebrać zadłużony obiekt? Nie są to przecież liczące 20m2 działki tylko duże budynki wraz z otoczeniem i na pewno podatek od nich nie jest mały.
   A może wprowadzić by jeszcze podatek od posiadanego zabytku? Tyle już mamy głupawych ustaw i podatków, że może jeszcze jeden nie zaszkodzi. Czym więcej zniszczony obiekt tym większy podatek, Dla tego kto dba i remontuje podatek mniejszy lub chwilowe zwolnienie. Ciekawym ilu obecnych właścicieli takich budowli odstąpiło by je Państwu bezpłatnie?
   Są jeszcze zabytki, o których zwrot od Państwa dopominają się ich dawni właściciele lub ich spadkobiercy. I tutaj sprawy znajdują swój finał w sądach, ciągną się latami (np. zamek w Wiśniczu) a budowla sobie niszczeje. Dlaczego więc nie oddać ich spadkobiercą z zastrzeżeniem, że w przeciągu np. kilku lat obiekt musi być odnowiony w przeciwnym razie będzie odebrany. I nie czekać do końca terminu tylko sukcesywnie przeprowadzać kontrole nad postępem prac. Głównie w takich przypadkach chodzi oczywiście o pieniądze, które np. włożyła gmina na remont budynku i to kilkanaście lat temu. To jest mniej więcej tak jakby ktoś odebrał mi dom, wyremontował i powiedział, że mi go zwróci jak zapłacę za wykonaną wbrew mojej woli pracę. Paranoja.
PS. Jeden z komentarzy w poprzednim blogu poruszał sprawę zwolnienia zabytku z podatku. Postanowiłem wtedy bliżej przyjrzeć się obowiązującym przepisom. I oto okazało się, że owszem zabytek jest zwolniony od podatku lecz pod pewnymi warunkami. Przesłanki zwolnienia od opodatkowania podatkiem od nieruchomości uregulowane w art. 7 ust. 1 pkt 6 stanowią:
- wpisanie nieruchomości indywidualnie do rejestru zabytków,
- utrzymanie i konserwacja zgodnie z przepisami o ochronie zabytków (wszelkie prace remontowe, konserwacyjne i pielęgnacyjne odbywają się w uzgodnieniu z konserwatorem zabytków),
- wyłączenie części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej.
Mój artykuł dotyczy głównie zabytków zaniedbanych, o które nie dba ich właściciel tak więc nie spełniają jednego z warunków aby je zwolnić od podatku. I tutaj gminy mogą się wykazać wyliczając ich posiadaczom zaległy podatek.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Błędy formalne

post z 26 stycznia 2011

  Otrzymałem wczoraj list od Stowarzyszenia „Ratuj Tenczyn” następującej treści:
 
Ani Urząd Marszałkowski, ani Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie dadzą pieniędzy na przeprowadzenie drugiego etapu zabezpieczenia ruin zamku „Tenczyn” w Rudnie. Błędy formalne zawarte we wniosku złożonym przez Gminę Krzeszowice do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego sprawiły że Tenczyn nie dostał ministerialnego dofinansowania.
Z kolei wniosek o dofinansowanie złożony do Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego zyskał niską ocenę, znalazł się poza pierwszą dziesiątką nawet na liście rezerwowej.”

 
  Aż krew człowieka zalewa na takie podejście do sprawy przez nasze władze. Dla nich nie ma znaczenia, że zabytek może rozpaść się w najbliższym czasie. Ważne jest aby na papierku był w odpowiednim miejscu przecinek lub kropka. Co to są za błędy formalne? Nie było adresu, podpisu a może daty? Bo wydaje się, że nie powinno być ważne jak wniosek został napisany a co w nim zostało napisane. A jeżeli znalazły się jakieś błędy to przecież można go odesłać do poprawy. Chyba, że jest to na rękę Ministerstwu i trzymali go do końca nadsyłania dokumentów aby o tych błędach poinformować i wniosek odrzucić.  Podsumowując – ważny papier, reszta nie ma najmniejszego znaczenia. Ja wiem, że takie jest prawo ale kto to prawo wymyślił? Przecież można to zmienić bo to na pewno nie jest pojedynczy przypadek.
  Lecz jest jeszcze inna „teoria spiskowa”. Może gmina specjalnie taki wniosek przesłała gdyż od samego początku nie była zainteresowana remontem zamku. Za wszelką cenę chciała się go pozbyć a powstanie i działalność Stowarzyszenia chyba nie bardzo jest jej na rękę. W takim przypadku gmina wyszła z twarzą „chcemy coś zrobić lecz na górze nie dają”.
  A swoją drogą zazwyczaj wszelkie wnioski czy inne formularze dostaje się je już gotowe i tylko trzeba je wypełnić. Na pewno wielu z czytających tego bloga nieraz spotkało się z takimi dokumentami próbując je wypełnić. Język polski lecz zupełnie nie wiadomo o co chodzi, co i gdzie wpisać, w którym miejscu. Co miała na myśli osoba tworząca takie „arcydzieło”? Ale pocieszające jest to, że i czasem sami urzędnicy nie wiedzą jak to wypełnić. A ja mam taki pomysł. Niech pod każdym takim „dziełem” będzie imię i nazwisko jego autora a przede wszystkim jego numer telefonu. Jak będę miał jakiś wątpliwości to po telefonie na pewno autor je rozwieje. Myślę, że nasze formularze byłyby bardzo krótkie i zrozumiałe nawet dla dzieci w przedszkolu.
Może więc osoba w gminie wypełniające owe dokumenty sama nie była pewna co i gdzie wpisać. W końcu tam też są podobno tylko ludzie chociaż czasem mam co do tego duże wątpliwości.

wtorek, 19 grudnia 2017

Moje pytanie

post z 5 stycznia 2011

Czytając historię zabytkowych zamków, dworów czy pałaców czasem nasuwa mi się takie pytanie – czy stawiający daną budowlę zastanawiał się czasem nad jej dalszym losem? Co stanie się z np. pałacem za lat sto czy dwieście? Pewnie nie, bo może by doszedł do wniosku, że nie warto stawiać tak dużego czy ozdobnego założenia lecz mniejsze, skromniejsze , pochłaniające mniej pieniędzy i tańsze w późniejszym utrzymaniu. Z drugiej strony jednak, można zauważyć, że toczył się między bogatymi rodami jakby wyścig kto postawi pałac większy, piękniejszy czy bogatszy. Ten trend dobrze widoczny jest na Śląsku zarówno Górnym jak i Dolnym. Mieszkające tam bogate i wielkie rody Kittlitzów, Seydlitzów, Promnitzów, Schaffgotschów czy Donnersmarcków stawiają piękne i bogate pałace. Na starych zdjęciach możemy podziwiać ich wielkość, architekturę, bogate zdobnictwo zarówno wewnątrz jak i z zewnątrz. Ich przepych budził zazdrość w „biedniejszych” rodach i stawał się zarazem wzorem do naśladowania przy stawianiu dużo mniejszych i „uboższych” budowli.
  Niestety część z tych pięknych budowli już nie istnieje jak np. pałac Donnersmarcków w Świerklańcu (zbud. w 1876 roku a wysadzony w powietrze w 1962 roku) czy jest w stanie postępującej ruiny jak np. pałac Schaffgotschów w Kopicach. Inne, mające więcej szczęścia, przetrwały w całości jak np. pałac Promnitzów w Pszczynie. Lecz wiele jest jeszcze budowli będących na pograniczu ruiny i czekających na nowych, uczciwych i chcących je odremontować właścicieli. A są i takie, do których los się uśmiechnął i właśnie wracają do swojej dawnej świetności (np. pałac Donnersmarcków w Nakle Śląskim, pałac w Krowiarkach).
  Smutny i niezbyt ciekawy jest los pięknego niegdyś pałacu w Kopicach. Mający przez przeszło dwadzieścia lat dwóch właścicieli nie może doczekać się remontu a żadne władze nic nie mogą w tej kwestii zrobić. Jest demokracja a własność prywatna nie do ruszenia. Przynajmniej tam gdzie się tego nie chce zrobić. W innych przypadkach, nie dotyczących zabytków, takich problemów nie ma.
  Gdyby ktoś chciał szczegółowo dowiedzieć się o perypetiach pałacu w Kopicach przez ostatnie cztery lata, zapraszam na tę stronę.
  Tak więc stawiając swoje piękne pałace czy zamki ich właściciele nawet nie przypuszczali ile kłopotu sprawią tymi budowlami, niektórym urzędnikom w końcu XX i z początkiem XXI wieku. Gdyby po drugiej wojnie światowej budowle te pozostały w rękach ich dawnych właścicieli dzisiaj oglądalibyśmy dalej piękne i nie zniszczone rezydencje. Ale niestety panujący wtedy ustrój nie przewidywał takiej możliwości. Oficjalnie wszyscy mieli mieć po równo a w praktyce – władza wszystko reszta g….. I tak się zastanawiam czy aby nie pozostało to nam do dzisiaj?





 Pałac w Kopicach.
 Pałac w Krowiarkach

 Pierwsze zapisy o istniejącej tu drewnianej siedzibie von Beessów pochodzą z połowy XVII wieku. Murowaną budowlę postawili tu dopiero kolejni właściciele, Strachwitzowie, a neorenesansowy i neobarokowy charakter nadali jej ich następcy – Gaszynowie. W 1856 roku Wanda Gaszyn, dziedziczka Krowiarek (która podobno nadal tu bywa, ale w charakterze białej damy), wyszła za znakomitego i bajecznie bogatego Hugona II Henckel von Donnersmarcka. Kiedy pod koniec XIX wieku północna część pałacu spłonęła, odbudowano ją jeszcze piękniejszą, w najmodniejszym secesyjnym stylu. Donnersmarckowie byli tu panami aż do 1945 roku. 
 
 Remontowany pałac w Nakle Śląskim
 Pałac w Świerklańcu

 W 1876 roku niedaleko starego zamku Guido Henckel von Donnersmarck wybudował jako prezent dla swojej żony Blanki de Paiva – nową rezydencję w stylu Ludwika XIII zwaną popularnie „Małym Wersalem”. Pałac zaprojektował Hector Lefuel (nadworny budowniczy Napoleona III). Zamek i pałac zostały splądrowane i podpalone w 1945 r. i ostatecznie zniszczone w czasach PRL. W 1962 roku bez wiedzy ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wysadzono resztki ruin zamku. Z zespołu pałacowego do dzisiaj ocalały baseny, tarasy i fontanny, Pałac Kawalera oraz kościół z grobowcami rodziny. Autorem rzeźb na tarasie, które ocalały do dziś, był Emanuel Fremiet. Dwie pochodzące z parku pałacowego rzeźby lwów znajdują się w Zabrzu (zdobią wejście do parku przy ulicy 3 Maja), natomiast brama do pałacu zdobi dziś wejście do ogrodu zoologicznego w chorzowskim parku rozrywki.
źródło: Wikipedia 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Dawne wspomnienia.

post z 16 października 2010


Z racji mojego zainteresowania zabytkami często „buszuję” po internecie. Zauważyłem na sporej ilości stron niemieckich opisujących zamki czy pałace (oczywiście nie na wszystkich stronach) taki podział. A mianowicie: np. zamki polskie, zamki na Śląsku, zamki w Prusach lub np. Prusy Wschodnie, Zachodnie, Śląsk a mówiące o chwili obecnej. Tak więc wymienione wcześniej regiony dla nie znających geografii nie leżą w Polsce, Litwie czy Czechach a są na terenie Niemiec. Podobnie sprawa wygląda z naszymi zabytkami na tzw. Kresach. Głównie odnosi się to do części obszaru obecnej Ukrainy chociaż nazwa ta obejmuje także Białoruś czy Litwę. Tak jak i w niektórzy Niemcy my także żyjemy w granicach przedwojennych. Mamy „swój” Lwów chyba najczęściej wymieniane i wspominane miasto na wschodzie natomiast Niemcy mają „swój” Wrocław –Breslau. Starsi ludzie wspominają miejsca swojego dzieciństwa bez względu na pochodzenie a młodsi czasem je odwiedzają chcąc zobaczyć tereny, o których z takim rozrzewnieniem opowiadają ojcowie czy dziadkowie. Czasem chcą odzyskać zniszczony obecnie pałac należący wcześniej do ich rodziny tak jak to ma miejsce np. w woj. warmińsko – mazurskim z chęcią odremontowania budowli. Jest także kilka fundacji niemieckich, które także opiekują się kilkoma pałacami czy zamkami zarówno na Pomorzu, Mazurach jak i na Śląsku. Niestety jeżeli chodzi o „nasze” zabytki na wschodzie to jest gorzej niż źle. Nas nie stać na ich remonty a i odzyskanie ich nie jest takie proste. Nie potrafimy uporać się z tym tematem w kraju a co dopiero zagranicą. Ukraina boryka się z podobnymi problemami w dziedzinie ochrony zabytków jak i my. Dlatego prawie każdy chętny na zakup starego pałacu czy zamku do tej pory przyjmowany był niemal z „otwartymi ramionami”. Wykorzystały to różne firmy oraz fundacje z Ukrainy czy Rosji. Zakupiły jeszcze w miarę dobre pałace, powywoziły z nich co się dało (rzeźby, tynki z freskami, piece, boazerie itp.) tłumacząc to ich renowacją i zabezpieczeniem na czas remontu i tyle było o nich słychać. Obecnie nie można ustalić gdzie przedmioty te się znajdują, firmy czy fundacje rozpadły się i szukaj wiatru w polu. Tak więc nie tylko u nas zabytki skazane są na zapomnienie.
A co Wy myślicie o takim „podziale” na stronach www?


 PS. Anaste – odnośnie Twojego komentarza dotyczącego malowania po zabytkach załączam zdjęcie domu w miejscowości Folkstone w Anglii. Nie jest to wprawdzie bardzo stary zabytek jednakże malowanie po murach to nie tylko nasza specjalność. 



Niska szkodliwość społeczna czynu.

post z 9 października 2010


Kupując zabytek do remontu obojętnie czy jest to zamek, pałac czy dwór należy liczyć się z tym, że koszt jego remontu jest czasem dużo większy niż kwota za jaką go kupiliśmy. Często zdarza się właśnie tak, że nowi właściciele przeliczyli się dokonując zakupu i z powodu późniejszego braku funduszy zabytek niszczeje. Kwota jaką należy przeznaczyć na remont metra kwadratowego np. pałacu jest trzykrotnie wyższa niż metr kwadratowy nowego mieszkania. Lecz jest jeszcze jedna przeszkoda na drodze w odremontowaniu naszego nabytku. Nazywa się ona – konserwator. Dopóki zabytkowa budowla niszczeje prawie o nim nie słychać. Inaczej ma się sprawa gdy nie jest on już odpowiedzialny materialnie za zabytek. Wtedy to, niestety dla nowego właściciela, wie co i jak należy zrobić, co wolno zmienić a co nie, jaki użyć materiał przy remoncie itp. Nasza koncepcja remontu zupełnie go nie interesuje. Gdzie był wcześniej – nie wiadomo. Oczywiście nie każdy konserwator tak postępuje lecz większość z tych ludzi co miała z nim do czynienia nie ma najlepszej o nim opinii.
Głównie rola konserwatora ogranicza się do nadzoru remontu oraz pomocy merytorycznej. Może także, gdy widzi, że właściciel nie dba o zabytkową budowlę a ta popada w ruinę zgłosić ten fakt do prokuratury. I tutaj zaskoczenie. Prokuratura w znakomitej większości sprawę umarza z powodu „niskiej szkodliwości społecznej czynu”. W takim przypadku konserwator jest zupełnie bezradny a właściciel czuje się bezkarnie. I jak tu się nie dziwić tyloma zrujnowanymi pałacami czy dworami. Ciekawi mnie czy gdyby rozebrać budynek prokuratury też byłaby wtedy „niska szkodliwość społeczna czynu”?

piątek, 8 grudnia 2017

Smutna statystyka.


post z 25 września 2010

Taka mała statystyka.
   Przed drugą wojną światową na terenie Polski było około 6500 pałaców. W 2009 roku według statystyk GUS jest ich 2021. Zamków w tymże roku naliczono 419. Dworów było ok. 30 000 dziś 3000 z czego 2000 wymagają szybkiego remontu bo za kilka lat może ich już nie być.
   W tej statystyce trzeba wziąć jednak pod uwagę fakt, że Polska przedwojenna była większa o Kresy Wschodnie a tam znajdowało się wiele zamków, pałaców i dworów i one też wliczane są do całości. Po drugiej wojnie straciliśmy 75 000 km2 ziem a w tym wiele zabytkowych budowli. Chociaż z drugiej strony przybył nam Śląsk -zagłębie pałacowo-zamkowe więc może się to wyrównało?
  Najsmutniejsze jest to, że nie wszystkie pałace i zamki, które od tego czasu znikły zniszczone zostały podczas wojny. Wiele z nich zrujnowano za czasów komunizmu. Przeważnie materiał z nich posłużył jako budulec dla stawianych willi ówczesnych prominentów. Ale i obecnie niszczeje i ginie wiele budowli gdyż opieka nad nimi jest bardzo nikła. Można by powiedzieć, że żadna.

Komunistyczny pomysł na ratowanie zabytków

post z 22 września 2010

  W latach 80-tych ubiegłego wieku zrodził się pomysł aby ratować zabytki, które jeszcze jako-tako wyglądały i można było w nich coś urządzić lub przywrócić ich dawny wygląd. Zdecydowano się więc na sprzedaż tychże obiektów chętnym za symboliczną złotówkę. Skorzystały z tego głównie zakłady pracy, chociaż i prywatnych osób też nie brakowało. Nie było wprawdzie w tym czasie takiej mody na posiadanie zabytku jak dzisiaj (na przełomie wieków XX i XXI prywatne osoby wykupiły większość dworków w woj. małopolskim, które nadawały się do remontu i zamieszkania) lecz część z posiadanych przez Państwo budowli udało się sprzedać. Oczywiście warunkiem kupna było odremontowanie czy zabezpieczenie przed dalszą ruiną obiektu. Idea dobra lecz dalsze działania do niczego. Nie mam danych dotyczących ilu z nowych właścicieli wywiązało się z tych warunków lecz sądząc po tym co widzimy teraz chyba niezbyt wielu. Jak to u nas bywa, Państwo po sprzedaży chyba wcale nie interesowało się już dalszym losem budowli, nowy właściciel po dokładnym rozeznaniu się doszedł do wniosku, że remont jest mało opłacalny (duże koszta, zgody konserwatorów na zmiany itp) i pozostawił obiekt swojemu losowi. A ten niszczeje tak sobie do dnia dzisiejszego, jeżeli jeszcze istnieje. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że teraz za zniszczone budowle właściciele przy sprzedaży chcą niebotyczne kwoty. Kiedyś dostali prawie za darmo obecnie chcą milionów. A może to właśnie od nich zażądać pieniędzy za doprowadzenie zabytku do stanu w jakim się teraz znajduje. Chyba szybko cena sprzedaży uległaby zmianie.
  W naszych przepisach jest wprawdzie mowa o tym, że Państwo może odebrać niszczejący zabytek lecz problem jest w tym, że następnym krokiem powinno być zabezpieczenie przed dalszą ruiną i ewentualna odnowa czy odbudowa a na to nie ma niestety pieniędzy. Można także wyremontować na koszt właściciela dany obiekt, lecz jak później odzyskać włożone pieniądze tego w ustawie nie ma. A właściciele mówią wprost „-nie mam pieniędzy na remont, chętnie to sprzedam za tyle i tyle” i tu podawana jest cena z księżyca. Tak więc władze państwowe udają, że problemu nie ma, podobnie postępują władze lokalne a posiadacze niszczejących budowli śpią spokojnie.