Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochrona zabytków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ochrona zabytków. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 stycznia 2018

Uratowane obiekty zabytkowe

post z 28 stycznia 2015

W ostatnich latach można zauważyć wzrost zainteresowania odnawianiem starych dworków czy pałaców. Później prowadzona jest w nich różnorodna działalność gospodarcza lecz jest to chyba dobry pomysł gdyż według mnie takie budowle powinny na siebie zarabiać. Jej odnowienie to czasem większy koszt niż budowa nowego domu. Poza tym otwieranie w nich hoteli, restauracji czy jeszcze innych obiektów użyteczności publicznej pozwala na pokazanie innym ich piękna zawartego w wystroju wnętrz, meblach czy pomieszczeniach. Można powiedzieć, że bardzo dobrze się dzieje iż powstaje nowy trend w naszym bogatszym społeczeństwie (chociaż nie brak i inwestorów zagranicznych) na taką działalność. Lecz jeden fakt przyćmiewa ten ruch. Otóż w znakomitej większości tego typu działania podejmują osoby prywatne albo w przypadku większych obiektów Stowarzyszenia lub Fundacje, które w z wielkim trudem pozyskują fundusze na prace remontowe. A jak już wyżej wspomniałem remont to dość funduszochłonna inwestycja i liczy się każdy grosz. A co dzieje się z obiektami należącymi do państwa? Nic – spokojnie niszczeją gdyż wszędzie można usłyszeć o braku funduszy na ich remont. Dziwi mnie tylko fakt, że nikt jakoś nie pomyśli o przyszłości i pieniądzach jakie później można dzięki nim zdobyć. Widzą to osoby prywatne nie widzą urzędnicy no cóż, widocznie wygodny stołek i biurko ograniczają umysł.

Na różnych forach internetowych wiele się pisze o niszczejących zabytkach natomiast dużo mniej jest o tych odnowionych, uratowanych. Dlatego duże słowa uznania należą się Państwu Wojciechowskim, którzy zorganizowali ranking „Uratowanych obiektów zabytkowych w Polsce” (https://www.facebook.com/UratowaneObiektyZabytkowe). Na Facebookowej stronie tej akcji podane są obiekty, na które głosują internauci a po uzyskaniu określonej liczby punktów przyznawany jest „Certyfikat uznania” dla danego obiektu. Na tej stronie
https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zKz57eK9IbK4.kinVgE7PUvYA
 zobaczyć można mapę uratowanych obiektów sporządzoną przez Państwa Wojciechowskich oraz obiekty, które już uzyskały certyfikat. Tam też znaleźć można wszelkie informacje dotyczące zgłaszania i głosowania na dany zabytek. A może warto tę akcją zainteresować także inne strony piszące o zabytkach czy rozreklamować ją na różnych portalach aby dowiedziała się o niej większa rzesza ludzi.

 Ze strony „Uratowane obiekty zabytkowe”

Jak więc widać można działać w dwóch kierunkach – ganić za brak zainteresowania zabytkami i doprowadzania do ich zniszczenia jak i nagradzać za ich uratowanie i udostępnianie innym.
Lecz w tym wszystkim jest jedno „małe ale” – robimy to na papierze, który wszystko przyjmie a w rzeczywistości nie wiele się zmienia (mowa o niszczejących zabytkach). Jedne kwitną, drugie zmieniają się w ruinę tylko czy tak musi być?

Aby jednak nie czuć się tak zdołowanym na pocieszenie podam przykład odbudowy pałacu w Anglii gdzie wcześniej pisałem o prawie wzorowym ratowaniu zabytków.
Otóż państwo Sarah i Graham Beeny około dziesięć lat temu kupili zrujnowany pałac Rise Hall. Celem małżeństwa jest uczynienie z nieruchomości ekskluzywnego domu weselnego. XI-wieczna Rise Hall to ponad 4000 metrów kwadratowych dachu, blisko 500 metrów korytarzy, 97 pokoi, 32 łazienki i sypialnie oraz 11 recepcji. Próba odnowienia tego rodzaju zabytku, o czym coraz dobitniej przekonują się Sara i Graham, wiąże się z odkrywaniem kolejnych usterek wymagających naprawienia. Dodatkową przeszkodą jest lokalna rada miejska, która nie zgadza się na część zmian i przebudów (opis pochodzi z programu tv. na Onecie). Oglądając ten program widzimy, że nie tyle chodzi o zmiany i przebudowy lecz o fakt, że wcześniej nie poinformowano lokalnych władz o projekcie prowadzenia domu weselnego i stąd ciągłe utrudnienia. Prace remontowe prowadzą konserwatorzy, pieniądze pochodzą z prywatnej kieszeni, przywracany jest wcześniejszy wygląd pomieszczeń lecz to wszystko nic z urażoną dumą lokalnych urzędników. I skąd my to znamy?
A wniosek z tego taki, że dusza urzędnika wszędzie jednakowa.


Pałac Rise Hall

 Makieta pałacu Rise Hall

Ochrona zabytków – krótka historia

post z 4 października 2014

Świadomość potrzeby opieki nad zabytkami narodowej przeszłości wzrastała w społeczeństwie polskim już od zeszłego stulecia, ale nie wspierały jej żadne skuteczne rozporządzenia prawne. Wynikało to z celowej polityki zaborców, dążących do likwidowania śladów polskiej kultury, ale i po prostu z tego, że żadne z państw, które dokonały rozbioru Polski, nie posiadało własnego prawodawstwa (w rozumieniu jednej ustawy ogólnej), gwarantującego właściwą opiekę nad zabytkami sztuki i kultury.2) Brak urzędowej – państwowej – opieki nad zabytkami próbowały rekompensować swą działalnością różne społeczne towarzystwa, skupiające artystów, uczonych i miłośników sztuki. Najbardziej zasłużone na tym polu było założone w 1906 r. warszawskie Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości. Zajmowało się ono ochroną i konserwacją zabytków, a także badaniami naukowymi w dziedzinie historii sztuki. Działalność TOnZP  stowarzyszenia słusznie nazwanego przez Henryka Gawareckiego „nieoficjalną służbą konserwatorską”3) – miała niezwykle istotne znaczenie, gdyż – po pierwsze – wyrabiała w społeczeństwie przekonanie o potrzebie ochrony skarbów narodowej kultury, a po drugie –zwracała uwagę prawodawców na obszar, którym należy się zająć.
Pod koniec pierwszej wojny światowej został wydany pierwszy polski akt prawny o opiece nad zabytkami sztuki i kultury – dekret Rady Regencyjnej z 31 października 1918 r.4) Dokument ten, uzupełniony kilkoma wydanymi niedługo potem przepisami wykonawczymi, normował w okresie pierwszego dziesięciolecia niepodległej Polski wszelkie sprawy związane z ochroną zabytków oraz organizacją państwowych służb konserwatorskich.5) Dekret o opiece nad zabytkami sztuki i kultury odegrał doniosłą rolę w dziedzinie państwowej opieki nad zabytkami w Polsce, ale nie był doskonały. Jego najbardziej ujemną stronę stanowił zapis artykułu 1, na podstawie którego moc prawa rozciągała się wyłącznie na zabytki wpisane do inwentarza państwowego, co w praktyce uniemożliwiało podejmowanie szybkich działań konserwatorskich wobec pozostałych obiektów.6)
Dnia 6 marca 1928r. weszła w życie, jako Rozporządzenie Prezydenta RP, nowa ustawa o opiece nad zabytkami7), która dzięki uprawnieniom do daleko idącej ingerencji władz konserwatorskich miała charakter bardzo postępowy.
Organizację urzędów państwowej opieki nad zabytkami rozpoczęto od terenów byłego Królestwa Kongresowego, podzielonego na dziewięć okręgów konserwatorskich. W grudniu 1918 r. został mianowany pierwszy konserwator (w okręgu warszawskim). Dalsze nominacje nastąpiły w lutym i marcu 1919 r. Pierwsi konserwatorzy byli kierownikami urzędów zależnych bezpośrednio od utworzonego 5 grudnia 1918 r. Ministerstwa Sztuki i Kultury.8) W lutym 1920 roku biura konserwatorskie zostały włączone w skład urzędów wojewódzkich, jako Oddziały Sztuki i Kultury w Wojewódzkich Wydziałach Administracyjnych.9) Równocześnie dokonano reformy terytorialnej, polegającej na zrównaniu obszaru ich działalności z granicami województw, przy czym na terenie niektórych wyróżniono kilka nowych okręgów (np. na obszarze woj. lubelskiego okręg lubelski i siedlecki).10) Rok później, na skutek ogólnopaństwowych konieczności i związanej z nimi polityki oszczędnościowej, niektóre oddziały sztuki uległy redukcji, natomiast pozostałe powiększono terytorialnie.11) W ten sposób 1 września 1921 r. zlikwidowano odrębny okręg siedlecki i włączono go do okręgu lubelskiego, wskutek czego władza jednego konserwatora została rozciągnięta na całe województwo lubelskie.12) W roku 1922, ustawą z 17 lutego, Ministerstwo Sztuki i Kultury zostało skasowane, a wszelkie sprawy, które przedtem pozostawały w jego gestii, umieszczono w ramach Departamentu Sztuki, podlegającego Ministerstwu Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.13) Jeszcze większe zmiany – wywołane kryzysem i podjętą przez władze państwa polityką oszczędnościową – miały miejsce w kolejnych latach. Największe z nich w roku 1923, kiedy to zarządzeniem ministra WRiOP z 17 listopada podzielono obszar państwa na siedem dużych okręgów konserwatorskich.14)

_________________________________
2  Ib., s. 4 i in.

3  H. Gawarecki, Początki opieki nad zabytkami na Lubelszczyźnie,„Kalendarz Lubelski” r. 26: 1983, s. 221
4  Dekret o opiece nad zabytkami sztuki i kultury z dnia 31X1918, [w:] Dziennik Praw Państwa Polskiego (dalej: DPPP) z 8 XI1918, nr 16, poz. 36, s. 93-99.
5  Podstawy prawne dla działalności konserwatorów w pierwszych latach okresu międzywojennego – okólniki i rozporządzenia ministerialne – wymieniają m.in.: J. Siennicki,  Zabytki sztuki i kultury w województwie lubelskim, „Głos Lubelski” r. XII: 1925, nr 126, s. 12-14; J. Wojciechowski, op. cit., s. 8-13.  
6   J. Wojciechowski, op. cit., s. 10.
7  Rozporządzenie Prezydenta RP z dnia 6 marca 1928 r. o opiece nad zabytkami, [w:] Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 14 marca 1928, nr 29, poz, 265.  
8   Dekret o utworzeniu Ministerstwa Sztuki i Kultury z 5 grudnia 1918 r., [w:] DPPP z 14 grudnia 1918 r” nr 19, poz. 52, s. 140-141.  
9  J. Siennicki, op. cit., s. 13; J. Wojciechowski, op. cit., s. 14.
10  J. Wojciechowski, op. cit., s. 14-15.
11  J. Siennicki, op. cit.; zob. też: J. Wojciechowski, op. cit., s. 16.
12  Tamże  
13  Ustawa o zniesieniu Ministerstwa Sztuki i Kultury z dnia 17 lutego 1922, [w:] DPPP z 6 marca 1922 r., nr 14, poz. 128, s. 238-239. Zob. też: J. Pollakówna,  Ministerstwo Sztuki i Kultury, [w:]  Polskie życie artystyczne w latach 1915-1939, praca zbiorowa pod redakcją A. Wojciechowskiego, Wrocław 1974, s. 547 (uwaga! podano tam błędną datę likwidacji Ministerstwa).  
14  J. Wojciechowski, op. cit., s. 18
________________________________

Powyższy tekst autorstwa Jerzego Żywickiego to krótki opis około stuletniej historii opieki nad zabytkami w Polsce. Byli ludzie, którzy już wtedy widzieli sens i potrzebę przywracania do „życia” tego co stare i ulegające zniszczeniu a niemożliwe do późniejszej odbudowy. Po takim zabiegu to już nie byłby zabytek. Poza tym był to początek niepodległości Polski po okresie obcego panowania więc tym bardziej istniała potrzeba zachowania jej wcześniejszych budowli.
Ale jeszcze wcześniej, bo w roku 1803 król Fryderyk Wilhelm III gdy doniesiono mu o dewastacji zamku krzyżackiego w Malborku przez wojsko pruskie przeniósł będące w nim magazyny wojskowe w inne miejsce a budowlę oddał w ręce architektów gdyż nie znano jeszcze zawodu konserwatora. Dopiero w roku 1843 powołano w królestwie pruskim pierwszego państwowego konserwatora zabytków a był nim urodzony w 1807 roku Ferdynand von Quast, syn Wilhelma i Charlotty von Rohr. Funkcje tą pełnił dożywotnio (zmarł w 1877 roku) a pod jego opieką był: Śląsk, Pomorze, Prusy i Wielkopolska czyli większość dzisiejszego naszego kraju. Stwierdzenie von Quasta, że „żadne zniszczenie nie jest w stanie tak dalece zmienić pierwotnego charakteru zabytku, jak niejedna tak zwana restauracja” powinno być wyryte w każdym konserwatorskim urzędzie.


Ferdynand von Quast


Wielu było wcześniej wybitnych i całkowicie oddanych swojej pracy konserwatorów we wszystkich okręgach w naszym kraju, dla których głównym celem było uratowanie zabytków a nie utrzymanie „ciepłej posadki”. Jednym z takich ludzi był Stanisław Tomkowicz pełniący między innymi, przez pewien czas funkcje konserwatora w Krakowie.(Piszę o nim dlatego, że sam pochodzę z Krakowa i „tworzę” stronę internetową o tym mieście od jego początków do wieku XIX a obejmującą tylko obręb średniowiecznego miasta czyli zamkniętą dzisiejszymi Plantami, w miejscu których wcześniej były obronne mury). W jednym z opisów kamienicy na ulicy Floriańskiej nr 28 natrafiłem na taki opis:

Kamienica od ul. Floryańskiej uniknęła większej przebudowy zachowując swą piękną architekturę i urządzenia pokojów w stylu Ludwika XVI-go. Uratowała je troskliwość ówczesnego konserwatora krakowskiego dr Stanisława Tomkowicza, który w zastrzeżeniu swoim z dn. 14 sierpnia 1901 roku zaznaczył: „1) że poziom pierwszego piętra w starym domu głównym (wyjątkiem skrzydła od ul. św. Marka i oficyn) nie będzie podwyższony, 2) że pokoje I-go piętra wszystkie frontowe od ul. Floryańskiej i dwa tylne od dziedzińca najbliższe sąsiedniej kamienicy nr 30 nie będą zmienione. Cała ich wewnętrzna dekoracja, złożona z boazeryi dolnej, obramień okien i drzwi, kominków, dekoracyi górnej nad kominkami i nad drzwiami a nawet cała dekoracya ścian małego pokoju frontowego przyległego do realności nr 30 jest jednym z ostatnich już w Krakowie przykładów urządzenia mieszkania w stylu Ludwika XVI. Apartament ten przedstawia dobrze zachowaną całość o niewątpliwej wartości artystycznej i charakterze stylowym skończonym. Składają się nań malowidła, rzeźba czyli snycerstwo części drewnianych jak boazerye, oprawy wnęków okiennych i listew, rozety pięknej roboty i rzeźba kominków marmurowych i stiukowych. Uszczuplenie choćby części tej dekoracyi byłoby niepowetowaną szkodą inwentarza naszego miasta. Całość tego wnętrza, będącego zabytkiem sztuki, musiała by ucierpieć nawet wtedy, gdyby nawet podłogi zostały podniesione o 40 cm, jak projektuje przebudowa”.


 Stanisław Tomkowicz


 Jak czytamy konserwator nie zezwolił na całkowita przeróbkę kamienicy, nie dlatego, że było to jego „widzimisię” i chęć pokazania swojej władzy lecz faktyczna troska o pozostawienie czegoś co już zanikało i wychodziło z mody. A przecież musiał sobie zdawać sprawę z faktu, że tego wnętrza wiele obcych osób oglądać nie będzie.

Post ten nie dotyczy bezpośrednio zamków czy pałaców lecz kwestia ochrony zabytków, niezależnie czy są to wymienione wcześniej budowle czy kamienice, dwory itp. jest taka sama jak również cel pracy konserwatora. Nie robienie „na złość” i pokazywanie swojej władzy lecz staranie się o jak najlepszą ochronę powierzonych sobie zabytkowych budowli.

sobota, 13 stycznia 2018

Tak dbamy o cudze

post z 10 stycznia 2014


W większości jesteśmy narodem, który z reguły nie dba o cudzą własność. Potrafimy bezmyślnie niszczyć to co do nas nie należy lecz bólu głowy z tego powodu nie mamy. Mało tego – nawet się nad tym dłużej nie zastanawiamy. Nie zrobiliśmy przecież nic takiego czego nie robią inni a skoro robią to inny to i ja też mogę. Na zabytkowej budowli mogę wyryć lub sprayem namalować jakiś napis (przecież jest ich tutaj już wiele), mogę odłupać kawałek tynku, wziąć cegłę na pamiątkę (sprzątam zaniedbaną budowlę), wyrzucić śmieci. Gorzej gdy ktoś wpadnie na pomysł aby część budowli „posprzątać” w większej skali nie pytając nikogo o zgodę. Znikają różne architektoniczne elementy, rzeźby, portale czy nawet cegły. Na jednym internetowym portali było ogłoszenie o sprzedaniu kilku palet starych cegieł pochodzących z jakiegoś dworku. A nie można byłoby ich wykorzystać do jego remontu? Pewnie nie bo i po budynku nie pozostał przypuszczalnie żaden ślad. I tak znikają nasze stare budowle, rozpadają się na naszych oczach a my nie robimy nic bo to nie nasze. Dziwię się tylko tym, że mamy pretensje gdy ktoś zniszczy coś naszego. A przecież dla innych nasze to cudze. I kółko się zamknęło.
Ale takie podejście do sprawy mamy chyba w genach. Przytoczę niżej fragment pozwu jaki złożył Franciszek Lewoczyński, miecznik przemyski, właściciel zamku w Buczaczu  w roku 1661 przeciwko dzierżawcy tej warowni  a dotyczący zniszczeń i zaniedbań jakie zaszły podczas jego użytkowania.

»Brama do zamku _ czytamy – w baszcie, do której most z przygrodka prawie zgniły, zwod w bramie i brama sama we wszystkiem strupieszała, sama zaś baszta we trzech miejscach do połowicy nadrysowała się, pod zwodem gnojem rów zarzucony równo z ziemią. Wszedłszy w bramę ku dziedzińcowi na strzelnicę położone kładzie ze wszystkim zgniłe. Brama do dziedzińca zamkowego ze wszytkim opadła i drzewo pogniło. Wszedłszy w dziedziniec idąc do pokojów, które ku miastu i ku Skomoryszy jako stołowa izba leżą, naprzód w izbie stołowej ze wszytkim wierzch upadł, także i dachu i powały żadnej ani tramu żadnego nie masz, pod izbą stołową piekarnie, w której tramy pogniły i pozawalały się, piec piekarniany z gruntu rozwalony i wszytko gnojem zarzucone i zeszpecone. Z tej izby stołowej pokój, w którym i dachy, tramy i powała cale zgniła i wpadła, gnoju sroga rzecz, piec zbity, fundament wyrzucony, okien dwie potłuczonych i z gruntu zepsowanych. Z tego pokoju w baszcie od miasta dach i powała z tramami zgniła i upadła, w które komin wszystek wyrzucony, okna potłuczone, których cztery, dziury na wskróś muru poprzebijane, kamienie, w których drzwi bywali, powywalane i popsowane. Z tego pokoju, który od stołowej izby idzie na prawą rękę idąc, pokój wielki, w którym dach zrzucony, powała i tramy nadgniły, aż podpierane zestawiono, okien cztery potłuczonych, piec rozwalony z fundamentem i kamienie popsowane, we drzwiach progi i kamienie powywalane i popsowane, gnoju w pas. Z tego pokoju na zwód okna, na którym dachu trochy zostawa, ale gontów mało co i krokwie połamane, tramy nadgnite, deszczki na powale powybierane, gnoju w pas i muru sztuka wypadła od bramy zewnątrz. Pod tymi pokojami sklepy i piwnice, naprzód pod tym pokojem, który w baszcie, sklep niesklepiony z tramami, które popodpierane, bo w pół prawie pognite, gnoju na chłopa, kamienie ze drzwi powywalane. Pod tym pokojem, do którego z stołowej izby chodzą, sklep także niesklepiony na tramach, także zgnite, tramy popodpierane, gnoju na chłopa, drzwi powywalane. Pod tym pokojem, który z stołowej izby idąc na prawą rękę, sklep sklepiony, którego sklepienie nadwerężone, kiedy deszcz, to ciecze. Z tego pokoju pokój, pod którym sklep sklepiony także gdy deszcz ciecze i bardziej od wszytkich nadwerężony. Pod tym pokojem, którego okna na zwód, sklep, z którego łaźnia bywała. Do tych pokojów schody pogniłe popsowane, ganek, którym chodzono do tych pokojów wszytek zrzucony. Z dziedzińca szyja do piwnic, do których schody wszytkie popsowano drewniane, pod których budowaniem wszystkim piwnic cztery, wszytkie gnojem zawalone, z jednej piwnicy loch z skały kowany na beczek sześć, pełno w nim wody. Z tego budowania na prawą rękę pokój, który skarbcem zowią, okna w drewno oprawne proste, piec biały gliną pomazany, drzwi ale z drzewa dach nad nim zły podziurawiony. Pod tym pokojem albo skarbcem studnia zawalona, zeszpecona i zasmrodzona, czymbrowanie wszytko zawalone, koryta porąbane. Koło, którym wodę ciągną, zepsowane bez czopów, linwa zgniła i krótka, drzwi do tej studni nie masz i okien. Przez ten pokój albo skarbiec ganek jest do pokoju wielkiego i drugiego pod jednym dachem na tej stronie od Janowa, na którym ganku zgniłe drzewo, tylko po murze chodzą, W izbie schody złe, okien nie masz, piec białą glina mazany zły, drzwi dwoje, oboje złe, komin wielki bez drzwi. Z tego pokoju pokoik mały, okna złe, piec biały gliną mazany, w murze dziura na wskróś przebita. Nad tymi pokojami strych wielki wszytek zepsowany, w dachu dziur pełno, schody do niego zło. Dach nad tymi pokojami zły, pod tymi pokojami sklepów dwa na tramach, też sklepienia gnojem zarzucone, do tych pokojów drugie schody z gankiem, wszytkie złe, drzewo pogniło, dach wszytek dziurawy podparte, żeby się nie obalił. Podle tych pokojów budynek z gliny lepiony, w którym nieboszczka Jej Mość Pani Sienińska mieszkała, wszytek z gliny, w którym izb dwie i piekarniczka z wołoskim piecem, w której wszytkie rozwalone i poodpadałe ściany, dach wszytek zły zgniły słomą poszyty. Baszta od Janowa wierzchu nie ma, piętro od góry zgniłe i całego nie masz, drugie całe nadgniło, tramy podpierane prędko ultima mina, trzecie piętro na dole wszytko gnojem zalazło i zeszpecone. Na basztę na te schody złe i kamienic z nich popsowane, strzelnica jeszcze niżej wszytka gnojem zawalona. Od tej baszty jest przechod do drugiej baszty od Skomoroszy; tam idąc żadnego przykrycia nie mają mury wierzchnie ani też idąc żadnego flanku, ale całe słotą powywalane dziury. Ta baszta od Skomoroszy wierzchu nie ma, schody do niej powywalane, na wierzch to jest na pierwsze piętro do góry drugiego piętra tramy i powala całe nadgniła, podporami ujęta, ullíma ‚mina i tej powale prędko, do tego piętra schodów nie masz. Trzecie piętro niżej gnojem zawalone także ultímam minam sapít, bo bez te wszytkie ciecze, nisko strzelnice wszytkie zawalone. Od tej baszty po murze żadnego flanku nie masz, mur przez słotę nie w jednym miejscu wywalony. Ten mur kończy się u stołowej izby wyżej mianowanej, przy której kuchnia bywała, tej nie masz jedno izba kuchenna, cale zgniła stoi i dach nad nią zgnity.

Armata. Hakownic siedm, łoża popsowane, rury pordzewiałe, zapały wielkie bez korków; śmigownica jedna od śruby rezerwana. Działo jedno spiżowe, w którym zapał jako gołębie jajo tak wielki bez łoża. Sztuk strzelby sześć na półtora łokcia długiej, bez łóż trzy, W łożach trzy, ale złych. Muszkietów lontowych wszytkich opędzonych cztery. Organki, w których rur muszkietowych sześć. Rury spiżowe jedne.

In reliquo zamek  wszytek zagnojony, że na niektórych miejscach w pas gnoju. Żadnych ław, stołów, drzwi stolarskiej roboty, zydlów i innego appartamentu domowego nie masz. Ze wszytkiego zamku tam intus quam extra, tynkowanie wapienne poodpadało, przez co słoty od kilkunastu lat szkodę wielką w murach poczynili i sztukami na różnych miejscach muru powypadało. Piekarnia między basztą skomerowską a między janowską prawie wszytka zgniła.«



 Takich przypadków zaniedbań i zniszczeń w tamtym okresie było bardzo wiele. Dzierżawiący takie budowle nie martwili się o ich stan gdyż to nie była ich własność. Zniszczyło się jedno pomieszczenie przechodzili do następnego a zwracany potem obiekt przedstawiał „obraz nędzy i rozpaczy”. I prawdopodobnie nie ponosili tacy dzierżawcy żadnych konsekwencji gdyż nie sposób było zmusić ich do naprawy a i sądy nie były zbyt szybkie w rozpatrywaniu spraw (skąd my to znamy?).
Były także i takie przypadki gdzie długo budowany zamek z jednej strony się rozrastał a druga strona potrzebowała już szybkiego remontu. Zazwyczaj spowodowane było to nieszczelnym dachem, przez który lejąca się do środka woda powodowała duże zniszczenia.
I pomyśleć jakim bylibyśmy pięknym narodem gdyby nasi przodkowie oprócz takich cech jak umiłowanie wolności czy waleczności nie pozostawili wielu innych  lecz negatywnych, które obecnie przeważają. Wieczne narzekanie, prywata, nie szanowanie cudzej własności i poglądów, wyśmiewanie i obrażanie drugich i jeszcze kilka i innych, których prawie każdy może podać a najdziwniejsze jest to, że żadna z nich nas samych nigdy nie dotyczy.

Poszukajmy drugiego Owsiaka.

post z 12 sierpnia 2013


Obcokrajowiec czytający różne artykuły, blogi czy fora gdzie podnoszony jest temat braku ochrony zabytków w naszym kraju zastanawia się pewnie co to też za unikaty muszą mieć Polacy, że tak walczą o ich ochronę. Spieszę więc wyjaśnić, że nie mamy nic innego niż inne państwa. Stare zamki, pałace, dwory, kamienice, kościoły, cmentarze, kaplice i jeszcze wiele innych ruchomych i nieruchomych „staroci” lecz ich stan jest niestety zdecydowanie inny nich w pozostałych krajach. Inne jest także podejście naszego społeczeństwa do zagadnienia własności państwowej czy historycznej. Cały czas panuje w narodzie przekonanie, że państwowe to niczyje więc można bezkarnie niszczyć. U nas nie przetrwa nic co nie jest pieczołowicie pilnowane a i to nie zawsze uda się ochronić. Postawiona przy ruinie zamku lub pałacu tabliczka informacyjna opisująca jego historię a nie będąca pilnowana przetrwa góra tydzień. W najlepszym przypadku zostanie zamalowana sprayem, w najgorszym w ogóle zniknie. Na zachodzie takie tabliczki stoją latami i jedynie czas potrafi je uszkodzić. Nawet ta rozwydrzona i bezstresowo wychowywana młodzież ma dla nich poszanowanie. U nas nie do pomyślenia.

Istnieje przekonanie, że tylko bardzo duże pieniądze są w stanie coś zmienić i chronić te budowle. Jest to po części prawda lecz jest jeszcze coś innego, może nawet ważniejszego od pieniędzy – a mianowicie chęci. Chęci tych co odpowiadają za powierzone im mienie. My wszyscy, którzy z taką determinacją usiłujemy walczyć i pokazywać ogrom zniszczeń w odziedziczonej spuściźnie jesteśmy realistami i zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszystko można uratować przy określonym budżecie państwowym, gminnym czy prywatnym. Ale na Boga, zwracam się tu do urzędników, pokażcie, że oprócz pisania szablonowych listów i odpowiedzi potraficie a co najważniejsze macie chęci coś zmienić. Nie wymagamy od razu wyremontowania czy odbudowania całego założenia. Przecież przy dużo mniejszych kosztach można starać się chociaż skutecznie zabezpieczyć budynek i nie piszę tu o ogrodzeniu go siatką lub płotem czy do założenia tabliczki z napisem „Grozi zawaleniem. Wstęp wzbroniony”. Bo chyba każdy zdaje sobie sprawę z nie skuteczności takiego działania zwłaszcza gdy dotyczy to nas Polaków. Dla nas zakazy są zawsze do łamania i nie ma siły aby to zmienić.

Zabezpieczmy więc budowlę tak jak pozwala na to jej stan, posprzątajmy wokół śmieci, wykarczujmy krzaki i samosiejki, skośmy trawę a ukazać się może naszym oczom zupełnie inny budynek. I nie trzeba do tego wielkich pieniędzy tylko CHĘCI. Może znaleźli by się i ochotnicy do takich prac. Jak miło i pięknie można by spędzić kilka dni pod namiotem, dniem uprzątając teren, wieczorami ognisko, gitara a może tubylcze duchy nocą także dały swój koncert. Ot taki utopijny, wakacyjny obrazek.

Jednak aby go zrealizować przydałby się nam taki drugi Jurek Owsiak, który jakby go nie krytykować czy psioczyć (taka nasza następna wada) potrafił zdopingować miliony Polaków do pomocy służbie zdrowia a tym samym sobie. Wiem, że temat trochę inny, bardziej przemawiający niż stare budowle ale przy podobnej organizacji też można by coś zadziałać. Lecz aby móc coś takiego stworzyć potrzebni byliby ludzie, którzy nie będą patrzyć ile i co z tego będą mieli ale jak to wszystko zorganizować, powiązać, nagłośnić itp. itd. Tylko  ogólnokrajowa akcja może przynieść jakąś poprawę losu naszych zabytków. Na urzędników zamkniętych w swoich pokojach i głowach chyba nie mamy co liczyć. Lecz czy możemy liczyć na siebie? Ewentualne komentarze pokażą.

piątek, 12 stycznia 2018

Mijają lata a my pozostajemy bez zmian

post z 29 lipca 2013


Patrząc na naszą historię możemy dojść do wniosku, że jesteśmy bardzo dziwnym i chyba jedynym w swoim rodzaju narodem, u którego są same sprzeczności, brak konsekwencji i nieumiejętność wyciągania wniosków z różnych dziejowych (i nie tylko) przypadków. Tak miłujemy wolność i niepodległość, że potrafiliśmy wielokrotnie wzniecać różne powstania mimo, że z góry działania te były skazane na niepowodzenie. W trudnych dla kraju chwilach potrafimy się zjednoczyć aby później wszystkie osiągnięcia zniweczyć. Jesteśmy cały czas zapatrzeni na tzw. Zachód lecz nie potrafimy brać od nich tego co dobre i sprawdzone lecz wymyślamy swoje „nowości”, które z czasem okazują się „niewypałami”. Chcemy demokracji lecz nie umiemy iść na ustępstwa gdyż to zawsze MY mamy rację. Zazdrościmy prawie wszystkiego czego nie mamy innym ale sami nie dążymy do osiągnięcia tego lecz czekamy aż ktoś to zrobi za nas. Na wszystko narzekamy. Wszystkie te wady najlepiej widać gdy jesteśmy poza granicami naszego kraju. Zamiast sobie pomagać i współdziałać tak jak to robią inne narody my postępujemy względem siebie jak najgorsi wrogowie. A przecież inni w XIX wieku tak o nas pisali: „Kiedy mówi się o cnotach narodu polskiego w czasach dawnych, często przypomina się Sparta sama. Kiedy ma się przed oczyma dzielność w obronie kraju, to trzeba wiedzieć, iż kraj ów był największym w Europie! „. Czy to już naprawdę tylko historia?
Można powiedzieć, że od bardzo dawna mamy „kompleks Niemców”. Prawie bezustannie przewijali się oni przez naszą historię i głównie walczyliśmy z nimi niż współdziałali. Przy naszym charakterze powinniśmy ich nienawidzić i tak też się stało zaraz po drugiej wojnie światowej. Spowodowane to było jednak okrucieństwem Niemców podczas tej wojny a nie wcześniejszymi działaniami.

Kilka lat po uzyskaniu niepodległości, około 1930 roku prof. Jan Sas Zubrzycki tak pisze „Polakowi się zdaje istotnie, iż na polu wiedzy i szkoły słońce jedynie wschodzi i zachodzi od Berlina. Jeżeli która tylko książka może mieć powodzenie w Polsce, to z pewnością ta w języku niemieckim przystosowana do światopoglądu niemieckiego. Wobec tego książka polska schodzi do nicości, z którą nikt się nie liczy. Gdyby atoli nawet tak było po prawdzie, że jedynie dzieła teutońskie zawierają pewniki, to dlaczegoż nie wydobywamy z nich korzyści, jakie w oczy biją? ”
I dalej czytamy – ” . . . Nieszczęście całe, że oko Polaka nie może dojrzeć wątku rodzimego, gdyż ma wzrok zapatrzony na zachód i dlatego niczego nie uznaje, co się nie mieści w książce niemieckiej. A ponieważ nauka niemiecka zagarnęła wszystko w linji najpierwszej to, co było własnością Sławjan ujarzmionych, dlatego my niczego nie zdołamy sobie przypisać.”
Czyż nie podobnie ma się dzisiejsza sytuacja tylko rozszerzona o inne kraje?

Pamiętamy pewnie ze szkoły (osoby starsze na pewno) z lekcji historii o tym jak pod zaborem pruskim walczono o Polskość. Pomimo zakazów i późniejszych represji mówiono i uczono w szkołach i poza nimi w języku polskim. Starano się polskim dzieciom wpoić kim są i z jakiego kraju pochodzą. I oto po uzyskaniu niepodległości mamy zadziwiający zwrot.
„Matka-Polka uczyła dziecko pacierza; aby Bóg dał mu zdrowie, rozum, pamięć i naukę! I istotnie pokoleniom w Polsce niczego tak nie potrzeba, jak z d r o w i a nie ze sportów, lecz z porządku przyrodzonego, jak r o z u m u nie z czytanek obcych, ale objawionego jasnowidzeniem, jak p a m i ę c i nie na rzeczy najgłupsze, lecz wielkości naszej ojczystej, jak n a u k i nie wedle oczernienia nienawistnego, ale z duszy i z ducha naszej przeszłości własnej. Zdrowie obrócono tylko na zmysły i mięśnie, r o z u m ograniczono  bezdusznością jałową urzędową – dalej p a m i ę ć skierowano tylko w stronę dogadzania ciału  a  z   n a u k i  uczyniono broń wedle potrzeb polityki.”

Oto inny przykład, który dotrwał do naszych czasów i z roku na rok ma się coraz lepiej.
 ”Patrzmy, do jakiego to stopnia przemoc obca nad nami, kiedy my jedno ze zwycięstw największych na świecie nazywamy brzmieniem teutońskiem: G r u n w a l d. Polska nie może nie głosić Niemców nawet wtedy, kiedy opiewać zamierza doniosłość ducha narodowego w pokonaniu gadu krzyżackiego, który pod pokrywką krzyża Chrystusowego uczynił z Malborku siedzibę nie pokory i usłużności, lecz jaskinię pychy rozwielmożnionej i wyuzdania zmysłowego. Gdy Naród polski nie mógł już cierpieć dłużej tych okrucieństw, w których krzyżak porywał brankę przepiękną, aby ją sobie na siodle usadowić i z nią do klasztoru uciekać, lub w których on rabował dwory j zamki, aby kielichami złotymi spełniać pijatyki bezbożne, odparł zaborcę i pokonał go pod wioską zwaną D ą b r ó w n ą i pod przysiołkiem R u d ą albo J o d ł o w n i k. Tego atoli nie wolno tak językiem macierzystym nazywać, albowiem szkoła nauczyła pokolenia nasze wołać, iż największe zwycięstwo polskie musi koniecznie opiewać moc Niemców, bo to G r u n w a l d  i T a n n e n b e r g !…”
„..A kto usiłowałby podtrzymać nazwy D ą b r ó w n a lub J o d ł o w n i k, ten jest obłąkańcem, wszak ostoja mądrości polskiej popiera przypuszczenia, że tu na Pomorzu były pustki i martwoty odludne. Dopiero koloniści niemieccy przynieśli za krzyżakami sztukę, naukę, dobrobyt i ogładę…”
„… Dziecko polskie w szkole tak się osłucha tą hałaśliwością niemiecką, że na życie całe pozostaje mu w wyobraźni przekonanie jedno i jedyne, wedle którego nic w Polsce obyć się nie może bez dobrodziejstwa ze strony Teutonów. Polak sam najpotworniej wyśmieje tego, ktoby porwał się na śmiałość wołania, że zwycięstwo pod Dąbrówną i pod Jodłownikiem każe twierdzić o zapełnieniu tych stron tubylcami, należącymi do szczepu sławjańskiego. Wręcz odwrotnie, dzieło naukowe polskie musi obębniać rzecz tak, aby pokolenia młode myślały o krzywdzie, jaką to my Polacy uczynili zaborcom, wypierając ich z Pomorza całego. Możesz ty Polaku mówić o jeziorze Dąbrowskiem, lecz Dąbrówna sama zakazana, bo ona musi być Grunwaldem. I my mówimy, że w rocie nie powinniśmy dziś śpiewać, jakoby nam N i e m i e c  p l w a ł  w  o c z y !… A tymczasem p l w a !  Grunwald i Grunwald po niemiecku mówi jasno, iż pokonanie wojska w r. 1410 to co innego a wszechwładztwo teutońskie nad Polską to znowu co innego. To ostatnie nie do pokonania ! .. ”
„To zatem co dziecko wynosi z domu, nie zgadza się całkowicie z tem, co ono dostaje w szkole. Oto klęska najstraszniejsza Polski !. . . Szkoła środkiem do wynarodowienia, iżby od dzieciństwa młodzież nie tak się kształciła, jak tego pożądałby duch Ojczyzny, ale tak, jak rozkazuje wiedza urzędowa o systemie niemieckim…”
„Zgadza się to wszystko z całą uczonością polską, nawet najwyższą, po uczelniach i środowiskach umiejętności głoszoną i z powodów tych zawładnęła nami rzekoma prawda najsromotniejsza dla Ojczyzny naszej, jakoby Polska nigdy na nic własnego zdobyć się nie mogła i nie umiała. Wszystko u nas nosi piętno jałmużnictwa najnędzniejszego, bo wszystko braliśmy z dobrodziejstw cudzych. Wszystko co mamy, to obraz żebractwa, skazanego na oczekiwanie przypadkowości, z której to strony i przez jaki naród sąsiedni spadną nam okruszyny dla nakarmienia głodu naszego. Co najwartościowszego to sztuka i kultura w Polsce wedle nauki polskiej nie posiada zgoła nic własnego, nic swoistego…”
I ostatni już cytat dotyczący tego tematu:  „Chcąc trafić do przekonania Polaka, należałoby dzieła  wydać w Berlinie w języku niemieckim. Wtedy Akademja Umiejętności uczyniłaby wzmiankę o nich, a rodak zrozumiałby może, o co tu chodzi…”

Czy po upływie ponad osiemdziesięciu lat od czasu wydania tej książki wiele się u nas zmieniło? Odpowiedź pozostawiam czytającym.

Ale może ktoś zadać pytanie co to ma wspólnego z tematem tego bloga, z zamkami, zabytkami. Otóż potraktujmy to jako trochę przydługi wstęp lub dość szeroki margines.
Otóż w książce tej jest także mowa o tym jak podchodzimy do tematu zabytków. Najgorsze jest to, że pomimo upływu tylu lat słowa te są cały czas aktualne.
„Opieka nad zabytkami przeszłości urzęduje dzisiaj jedynie z taką myślą, aby każdy odruch teraźniejszości nie przypominał Broń Boże przeszłości. Jest to dla ducha Polski i dla pomników sztuki polskiej cios równający się klątwie o pomstę wołającej. Dzieje się tak, że tłumi dziś każde odnowienie ż y c i a zabytku „.
„Burzenie pomników i obracanie ich na ślady dla bezmyślności postępowej, drogą urzędowania suchotniczego, to cel pomagający w niszczeniu prawdy przeszłości oraz w oczernianiu przeszłości. Wszystko było dotychczas najgorszem i najbłędniejszem. Najlepsze ma być pogodzenie się ze „z ł e m”, aby kultura zachodu z całą grozą zastępów zgorszenia i upadku pokryła narodowość naszą plemienną rozkładem i zgnilizną.”
Mocne słowa ale jakże prawdziwe i wciąż aktualne.

Czy wiecie może dlaczego panujący u nas po drugiej wojnie światowej komunizm nie przywiązywał wielkiej roli do zabytków? Otóż gdyby nakazano nam je zniszczyć, znając naszą przewrotność i nieposłuszeństwo dzisiaj byłyby w kwitnącym stanie. Nie zwracając na nie większej uwagi doprowadzono to tego, że sami je niszczyliśmy myśląc, że walczymy z niechcianym ustrojem.

Na koniec przytoczę jeszcze kilka cytatów z tejże książki, które do dzisiaj są aktualne. Może nie dotyczą one bezpośrednio ochrony zabytków lecz ukazują jak my podchodzimy do NASZEJ historii a więc i starych budowli.

„Żyjemy w czasach, kiedy u nas popłaca na polu każdem szukanie tylko nowości z obczyzną, byle nic nigdzie nie przypomnąć coś „p o l s k i e g o”. W pojęciach, wyniesionych ze szkół niższych i najwyższych, ustala się przekonanie, jakoby polskość zasadniczo w ten sposób u nas się objawiała, iżby nikt niczem jej nie dotykał i zgoła nie objawiał. Zasługi na polu naukowem u nas tem są większe, im więcej mądrości naniesie ktoś z zagranicy, z kończyn ziemi najdalszych. Ten dziennik jest najpoczytniejszy, który najwięcej zaleca pokarmu cudzoziemskiego i najsławniejsze powieści ze wszystkich języków świata podaje. Zdobycz naukowa w Polsce obraca się wiecznie około szukania wpływów, a im więcej ich kto znajdzie i im silniej je udowodni, tem owocność poglądów ma być zbawienniejszą. Strojów ludowych i narodowych nikt się nie poważa dzisiaj u nas wprowadzać, albowiem nie czujemy się na siłach najmniejszych, by okazać, że nie stajemy się już papugą wśród narodów i małpą o skłonnościach czysto zwierzęcych. Na polu sztuki i zdobnictwa stosowanego znalazło to wszystko swój wyraz najdoskonalszy w opiece urzędowej (przez urzęda konserwatorskie i rady artystyczne) – w opiece, która nie pozwala nikomu na objaw najmniejszy, jaki by ośmielić się chciał dla przypomnienia swojskości i rodzimości. Kwiat twórczości we wszelkich dziedzinach piękna (w powieściach, wierszach, teatrze i tańcach) skazany drogą niewolniczą na powtarzanie bezmyślności z dala naniesionej, z odrazą uprzedzoną względem pierwiastków własnych, których pokolenia dojrzeć zgoła nie mogą w toni oczernienia i sponiewierania.”

„Polska oderwała się już całkowicie od pnia ojczystego, swojego własnego, tudzież zapomniała o u d u c h o w n i e n i u najwyższem, macierzystym, będącem treścią Narodu lęchickiego. Podleganie odwieczne a ciągłe kulturze zachodniej uczyniło z nas przemieńców, którzy w oszołomieniu pod wpływem wódki i tytoniu zatracili przytomność trzeźwą i zgubili pamięć własną. Mądrość z ciała, a dziś z żelaza, wyłącznie tylko dla dogodzenia wygodzie cielesnej i wymaganiom zmysłu tak Polskę porwała, że niema już Ona zdolności pojmowania swojej własnej Myśli Przewodniej. Nie tylko Polak nie przejmuje się już wiarą w Przewodnictwo nasze, nie tylko nie chce nawet słyszeć o Posłannictwie na tej drodze sławy, lecz o zgrozo ! staje się wrogiem sam sobie ostrzejszym od nieprzyjaciela rzeczywistego i rzuca się i pieni się, gdy mu kto wspomni cośkolwiek o Pielgrzymstwie Polski ! Biedny naród taki, zaiście najbiedniejszy, który niepamięcią nakrywa wieszczenia proroków swoich, tych wróżbiarzy jasnowidzących, godnych modlitwy. Rzucanie się w objęcia „k u l t u r y  z a c h o d n i e j” ma skutek taki, że nienawidzimy przeszłości swojej własnej i co najnieszczęśliwsze, oczerniamy ją przekręcaniem na najgorsze, depcemy, plujemy i odtrącamy !. .”

„Niema narodu, któryby nie był szowinistyczny i fanatyczny. – W Polsce wolno być wyznawcą szowinizmu niemieckiego i amerykańskiego, lecz nie wolno być szowinistą polskim. Jest to hańba najsromotniejsza, która nie dopuszcza obrony najmniejszej niczego, co tylko zbliża się do polskości.”

 ”. . . Niedarmo jenerał Dąbrowski wołał nad grobem do narodu, ż e b y  s i ę  p o z n a ł  n a  s o b i e !” (Wojna w Polsce  –  Paszkowski Józef str. 8.) Niestety ! z boleścią wyznać to przychodzi, że nie chce naród polski poznać siebie i poznać się sam na sobie. Łudzimy się wszystkiem o tyle, o ile wszystko przypisać możemy wszystkim a zgoła nic sobie !.”

„Nastało zobojętnienie i zapomnienie. Pamięć o sprawach narodowych zaginęła a przytomność sumienia zdrowego i boskiego przepadła. Dobrze i sprawiedliwie woła Karol Ujejski w Skargach Jeremiego, że c z t e r y  m i e c z e zabójcze niszczą Polskość świętą:- Nasza „Pycha” i „Prywata”I „Lenistwo” i „Obczyzna!”Prąd cielesności i zmysłowości zagłuszył uduchowienie i wzniosłość Polski. Pieniądz i wygoda wśród maszyn najprzeróżniejszych wywyższyły samolubstwo, a miłość Ojczyzny uśmierciły doszczętnie. Lenistwo duchowe większe, jak próżniactwo na polu powołania do pracy, każe nam zadawalniać się wyrokami nauki obcej, albowiem O b c z y z n a dla  Polaka od dawna celem najdroższym.”

„W Polsce trzeba wszystko mierzyć nie na stopę krawca i szewca, lecz na stopę wielkości natchnień świętych i zapałów wielko-narodowych.”

„Wedle Skargi Polska nie zdobędzie się już nigdy na taką Ojczyznę drugą, aby w Niej była taka sława i o z d o b n ość taka, jaką wyrobiły podstawowo czasy średniowieczne. Żyły one duchowością szczególnie jasną i ta duchowość nakazywała wołanie żywe a ciągłe, by kamienie i cegły co krok i co chwila podsuwały m y ś l i  P r z e w o d n i e, zacne, anielskie i jasnowidzące.”

„Było zło i dobro. A dziś niema ani zła, ani dobra. Jest rzeczywistość i wydzieranie wzajemne posiadania, aby rozum poszedł na usługi bez wyrazu i dlatego spryt głuchy a ciemny stanowi dziś o wszystkiem. Kopanie w piłkę nożną podsyca zazdrość bez celu innego jak tylko w imię samolubstwa zachowawczego, powiedzmy jasno ź w i e r z ę c e g o. Złoczyńcę i mordercę uniewinniają stanem chorobliwym – a zatem ani dobro ani zło nie mają żadnej wartości czynu, z woli człowieka wypływającego. Zło i dobro mają być wynikiem stanu koniecznego. A człowieka nie wolno karać za przestępstwa, ni nie należy przypisywać mu zasług w dążeniu jakiemś ku cnocie. Nie potrzeba serca ani sumienia, bo czynniki owe dają się doskonale zastąpić pedagogiką, logiką, psychologią i metafizyką. Choć nikt nie rozumie tych określeń prawdziwie po ludzku — chętnie uspakajamy się szumem wyrazów obcych w dziedzinach wszystkich.
Człowiek dzisiejszy postępowy nie uznaje ducha i z przyczyny tej przysięga n. p. ślubna niema zgoła znaczenia żadnego. Łamie się ją tylko dla dogodzenia pożądliwościom najciemniejszym.”

Trochę chyba przesadziłem z tymi cytatami ale myślę, że nie straciły one do tej pory nic ze swojej prawdziwości pomimo upływu tylu lat i różnych przemian dziejowych. Polak jednak w swoich przywarach jest bardzo stały i niereformowalny.

Tekst oparty na książce Jan Sasa Zubrzyckiego – „Dwa zamki polskie w Malborku w rocznicę dziesiąta odzyskania Pomorza” wydaną w 1930 roku.

niedziela, 7 stycznia 2018

Najwyższy czas na zmiany w ochronie zabytków.

post z 21 kwietnia 2013


  Przeczytałem niedawno artykuł mówiący o tym, że władze Wałbrzycha szukają jak to ładnie nazwano „operatora w formule koncesji” dla zamku w Książu. A tak w języku dla wszystkich zrozumiałym szukają „jelenia”, który za nich odwali całą robotę, do kasy gminnej dorzuci niemałego grosza, sam zainwestuje w interes a gdy się to już wszystko rozkręci władze znajdą powód aby się z nim rozstać. Bo to niestety tak u nas wygląda.
I tutaj nachodzi mnie taka myśl. Dlaczego nie stworzyć organizacji niezależnej od rządu i polityki, której zadaniem było by dbanie o zabytki zarówno te niszczejące jak i te będące w dobrej kondycji. Oddanie w jej ręce budowli należących do Państwa lub gmin, stworzenia jednego wspólnego planu ich ochrony i rozwoju, zarządzania nimi i organizowanie działań mających przynosić dochody z ich istnienia. Wspólnie wypracowana kasa pozwoliłaby na remont bardziej zniszczonych zabytków aby i one po odnowie mogły także przynosić dochody i doinwestowywać kolejne prace. Część pieniędzy, które obecnie ministerstwo przeznacza na odnowy pojedynczych zabytków przekazywane powinny być tej organizacji a reszta pochodziłby z różnych innych źródeł np. biletów, organizowanych imprez itp. Poza tym do takiej organizacji mogliby zgłaszać się właściciele zabytkowych budowli, których nie stać na ich remont czy utrzymanie i za przeprowadzenie na nich prac restauracyjnych odstępowaliby część takiego zabytku we władanie organizacji na pewien czas lub na stałe, zostawiając dla siebie kilka pomieszczeń do mieszkania.
   Oczywiście taka organizacja musiałaby współpracować z władzami lokalnymi i innymi podmiotami również odpowiedzialnymi za zabytki lecz ich wzajemne relacje powinny być z góry ustalone aby się nie dublowały.
   To co wyżej opisałem jest oczywiście ogólnym zarysem bez wnikania w szczegóły, które na początku trzeba byłoby dość wnikliwie przemyśleć.
  Ważne jest także uświadamianie np. w szkole młodym pokoleniom jakie wartości niesie ochrona zabytków, że jest on nieodtwarzalny a mogący przynosić wymierne korzyści.

  Chociaż aby coś takiego u nas stworzyć to chyba dużo czasy musi jeszcze upłynąć gdyż dla polityków nie jest to temat atrakcyjny, na którym można się wybić a bez pomocy rządzących na początku może być ciężko z powołaniem takiej instytucji.
  Niszczejące budowle mogą jednak nie przetrwać tak długiego oczekiwania na lepsze czasy dla siebie.

A może przykład z Zachodu?

post z 15 października 2012

 Zawsze denerwowało mnie nasze odwoływanie się do Zachodu. Bo na Zachodzie to, bo na Zachodzie tamto, a tam robią tak a w innym jeszcze miejscu inaczej. Jako naród zawsze walczyliśmy o wolność lecz chyba nie potrafiliśmy stworzyć swojego wzorca, na który byłby zapatrzony Zachód. Szczególnie oczy zwrócone na Zachód ma każdy z naszych rządów, niezależnie od przynależności partyjnej czy politycznej. Najdziwniejsze w tym jest to, że zawsze za przykład podaje się nam nie to co jest tam dobre i warte odwzorowania lecz to co w naszych warunkach sprawdza się słabo lub wcale. A wytłumaczenie jest jedno „bo na Zachodzie tak jest”. I zastanawiam się dlaczego nie możemy zrobić czegoś, nie patrząc na Zachód aby tam mówiono „zróbmy tak bo w Polsce tak jest”?
   Panie Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jeżeli już tak mamy patrzeć na ten Zachód to weźmy też te dobre przykłady dbania o zabytki.

Np. w Wielkiej Brytanii powstała w 1983 roku organizacja zwana English Heritage (pełna nazwa: Historic Building and Monuments Commission for England) zajmująca się dbaniem o zabytki budownictwa a jej powstanie wiązało się z rozwiązaniem działających do tej pory innych instytucji, którym nie za bardzo opieka nad zabytkami się udawała. Obecna organizacja ma pod swoja opieką około 400 zabytków na terenia całej Wielkiej Brytanii. Finansowana jest przez Departament Kultury, Mediów i Sportu odpowiednik naszego Ministerstwa KiDN ale oprócz tego ma swoje źródła dochodów. W zależności od atrakcyjności, wielkości czy stanu zachowania budowli ceny biletów są zróżnicowane, w zachowanych w dobrym stanie zabytkach znajdują się sklepy z pamiątkami, kawiarenki. A jeżeli chcemy taniej zwiedzać obiekty należące do English Heritage możemy wykupić karnet roczny (47 funtów), który pozwoli nam bezpłatnie oglądać wszystkie będące we władaniu organizacji zabytki.
   Jest także inna organizacja zajmująca się ochroną zabytków pod nazwą National Trust for Places of Historic Interest or Natural Beauty opierająca się w dużej mierze na pracy wolontariuszy. Jej zadaniem jest utrzymywać i chronić wybrzeże, budynki i krajobraz podległych sobie krajów (Anglia, Walia i Irlandia Północna). Zadanie wykonuje zarówno przez działania fizyczne, jak również przez edukację. W obszarze zainteresowania organizacji jest 1141 km wybrzeża, 215 domów i ogrodów, 40 zamków, 76 rezerwatów naturalnych, 6 miejsc światowego dziedzictwa kulturalnego, 12 latarni morskich i 43 pubów i gospód. W roku 2008 obiekty dozorowane przez National Trust zwiedziło 50 mln osób. Organizacja liczy 3.6 mln członków
   Oczywiście w Wielkiej Brytanii zabytkowych budowli jest o wiele więcej lecz trudno byłoby znaleźć takie jak u nas, rozpadające się zamki, pałace czy domy. Może podejście do zabytków Brytyjczyków jest inne niż u nas? Chcą aby następne pokolenia jak najdłużej mogły oglądać i podziwiać budowle swoich przodków, uczyć się historii nie tylko z książek ale i w terenie móc dotknąć wiekowych kamieni czy zobaczyć pomieszczenia, po których kiedyś chodzili królowie, książęta, lordowie itp. I w jednakowy sposób dbają o to Szkoci, Walijczycy czy Anglicy.

   Czy u nas nie można stworzyć czegoś podobnego? Zamiast co roku przyznawać dotacje na remont poszczególnych zabytkowych budowli stworzyć jedną organizację, która miałaby dbać, chronić, odnawiać zabytki ale jednocześnie jej działanie było cały czas kontrolowane (niestety bez tego nic się u nas nie osiągnie).
  Ponieważ wiele w naszym kraju niszczejących zabytków jest w rękach prywatnych (na ten fakt głównie powołują się urzędy w swoich pismach gdy pokazujemy ich niemoc) może wprowadzić ustawę automatycznie odbierającą taki zabytek jego dotychczasowemu właścicielowi bez możliwości odwołań do innych urzędów czy instancji. Wiem, że pomysł dość kontrowersyjny (bo to przecież jest moje, prywatne) ale w przypadku zabytku powinniśmy kierować się innymi kategoriami. Otóż zabytek to własność nas wszystkich, ktoś kto uważa, że jest on jego bo go kupił (często za przysłowiową złotówkę) jest w błędzie. Nikt go nie będzie wyrzucał gdy o niego dba i pielęgnuje ale gdy doprowadza do ruiny budowle, w których nawet nie mieszka a tylko czeka na ich całkowite zniszczenie by później móc sprzedać atrakcyjną działkę, w takim przypadku odebranie obiektu jest całkowicie zasadne i konieczne (patrząc na dobro ogółu a nie cwanej jednostki).
   Również ktoś kupujący zabytek powinien wykazać, że jest w stanie go utrzymać, wyremontować i o niego dbać. Pewnie dla niektórych znowu ogranicza to nasze swobody ale mając swój samochód jednak musimy podporządkować się obowiązującym na drodze przepisom i podobnie niech rzecz się ma z naszymi zabytkami. W myśl zasady dbasz – masz, nie dbasz – nie masz.

Nasza "pomoc" zabytkom.

post z 31 sierpnia 2012

Nasze zabytki niszczeją i giną i wszyscy o tym wiedzą. Ich ewentualna odnowa czy nawet zabezpieczenie idzie bardzo opornie. Podobno główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak pieniędzy w państwowym czy lokalnym budżecie. O braku chęci i dobrej woli odpowiedzialnych za taki stan rzeczy urzędników już kilkakrotnie pisałem w innych postach. Lecz my sami także dokładamy a raczej zabieramy cegiełkę z tego „muru”. Oto dwie opinie uczestników facebookowego forum dotyczącego ratowania zabytków.

   „Rodzą się tylko pytania, dlaczego przekazywać swój 1% na CZYJŚ WŁASNY zamek, a nie dla kogoś np. poważnie chorego. ”

Gdybym nie mogła czerpać ewentualnych korzyści np. w formie darmowego zwiedzania/pobytu, to na czyjeś prywatne konto, nawet fundacji również bym 1% nie przekazała.”

  Są to tylko dwie wypowiedzi ale jakże wymowne i reprezentujące nasze stanowisko w sprawie ratowania zabytków. Nie chodzi o uratowanie czegoś co pozostanie być może przez długie lata i będzie cieszyć oczy nasze dzieci, wnuki czy potomnych lecz aby obecny właściciel nic z tego nie miał za nasze pieniądze, które i tak przejmie państwo jako płacony przez nas podatek. Moim zdaniem lepiej dać komuś kto potrafi wykorzystać otrzymane fundusze na ratowanie zabytku niż Państwu, które wyda je nie wiadomo na co i zawsze będzie mu brakowało na wszystko.
Jaki więc cel ma organizowanie różnych akcji zarówno w internecie jak i w plenerze, zakładanie forów o ratowaniu zabytków itp. jeżeli kończy się to tylko na wypowiedziach, w których wszyscy jesteśmy oburzeni stanem naszych zabytków, tym że nikt nic nie robi aby poprawić ich los a jednocześnie sami odcinamy się od pomocy. Najłatwiej jest narzekać, trudniej pomóc ale najtrudniej zwalczyć w sobie zawiść i zazdrość. Jeśli inny ma mieć lepiej to nie naszym kosztem. Po co więc wstępować do grup chcących np. ratować jakiś zabytek jeżeli samemu nie ma się zamiaru nic zrobić w tym kierunku?

Czy tylko brak pieniądzy?

post z 11 kwietnia 2012

  Czy zastanawialiście się kiedykolwiek dlaczego władze gminne i powiatowe tak mało dbają o zabytki znajdujące się na ich terenie? Wydaje mnie się, że odpowiedź jest prosta. Nie chodzi tutaj o brak pieniędzy tylko o brak planów związanych z późniejszym ich wykorzystaniem. Bo zwróćmy uwagę, że kupione w ostatnich kilku latach przez osoby prywatne pałace czy zamki bardzo szybko są remontowane czy odnawiane i prowadzona w nich jest działalność gospodarcza. Przeważnie znajdują się w nich hotele czy restauracje, organizowane są różne konferencje, imprezy okolicznościowe itp. To wszystko przynosi właścicielowi jakiś dochód i pomału inwestycja się zwraca. Ale zwróćmy również uwagę gdzie się tak dzieje. Zazwyczaj są to znane miejscowości czy regiony gdzie o turystów nie trzeba specjalnie zabiegać. A co mają zrobić gminy gdzie stoi sobie zrujnowany pałac w miejscowości, której czasem ciężko znaleźć na mapie i właściwie tylko on jest jej jedyną atrakcją? Powiedzmy znajdują się pieniądze na jego remont, budynek i park lśni nowością i co dalej? Hotel – raczej będzie świecić pustkami (brak atrakcji dla turystów), muzeum, restauracja – podobnie. Mieszkańców nie zainteresuje, turystów nie przyciągnie. Imprezy, konferencje w zależności od wielkości obiektu i jego wyposażenia lecz dochód niezbyt wielki. A przecież o odremontowany pałac trzeba dbać, pilnować, opłacać media, robić drobne naprawy itp. a wszystko to kosztuje. I po co to komu? Niech już lepiej stoi i niszczeje, nakłady żadne (nawet na posprzątanie czy wykoszenie w lecie trawy) a na wszystkie pytania ludzi czy innych instytucji dlaczego ten budynek jest w takim stanie odpowiedzi są zazwyczaj dwie. Jedna – obiekt jest własnością prywatną a druga – brak pieniędzy i po kłopocie. A może ktoś z czytających ma pomysł jak zagospodarować takie obiekty? 

Bezpowrotnie znikają na naszych oczach

post z 3 kwietnia 2012

Prawie co tydzień w jakiejś lokalnej lub ogólnopolskiej gazecie możemy przeczytać o niszczejącym zabytku. I nie ma znaczenia czy jest to kilku wieczny zamek czy stuletnia kamienica bądź też inny stary obiekt lub przedmiot. Ważne jest to, że niszczeje, ginie na naszych oczach a ludzie odpowiedzialni za taki stan rzeczy nic nie robią w kierunku jego poprawy. Powstają różne fundacje czy stowarzyszenia, prowadzone są akcje jak nasza "Ratujmy polskie zabytki", na facebooku i innych społecznościowych portalach powstają strony mówiące o tym zjawisku lecz to wszystko robią zwykli ludzie, którzy widzą ten przerażający problem. A gdzie są ludzie, którzy z racji wykonywanego zawodu i brania za niego zapłaty powinni się tym zajmować? Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdyby te wszystkie organizacje i ludzie mogli pomóc w naprawach, remontach, odbudowach itp. to ostatnie zdanie należy jednak do tych, co sprawy te mają gdzieś. To oni wydają różne zgody i pozwolenia np. na posprzątanie terenu ze śmieci czy wykoszenie trawy. A i w tak prozaicznym przypadku spotkać się można z odmową władz. To na co można liczyć występując o zgodę na remont? Na pewno na wielkie schody, przy których te na najwyższe drapacze w świecie są dopiero wyjściem z piwnicy. A później czasami bywa jeszcze gorzej. Dziwię się lokalnym władzom, że gdy w dzisiejszej dobie rozwija się turystyka, ludzie jeżdżą i zwiedzają różne zakątki kraju, oni zamiast zadbać o będące na ich terenie atrakcje i zabytki siedzą z założonymi rękami i narzekają. Głównie na brak pieniędzy ale i na brak turystów a co za tym idzie i dochodów. Ale do czego i po co ten turysta ma przyjechać? Aby zobaczyć zrujnowany zamek czy pałac z napisem "zakaz wstępu, grozi zawaleniem"? Takie "perełki" to prawdopodobnie znajdzie on w swojej okolicy i to dużo taniej (przy rosnących cenach paliw i biletów). A gdy nie wiedzą jak zabrać się do rzeczy to polecam przykład gminy Krzeszowice (małopolska) i Stowarzyszenia "Ratuj Tenczyn", które nie tak dawno powstało a potrafiło doprowadzić do zapoczątkowania odbudowy zamku Tenczyn w miejscowości Rudno. Nękanie przez to Stowarzyszenie władz gminnych jak i Ministerstwa przyniosło efekt (pomimo początkowego niezbyt przychylnego stanowiska gminy) i obecnie trwają prace remontowe na zamku a także planuje się już na nim różne przyszłe i nie tak odległe imprezy. (Na moim niezbyt "rozgadanym" forum można o tym przeczytać:
http://www.ruinyizamki.grupy-dyskusyjne.pl/
). 

Są jednak przypadki gdzie władze lokalne przystępują jednak do odnawiania znajdujących się u nich zabytków lecz to co robią jest w efekcie zniszczeniem starej budowli niż jej naprawą. Przykład – zamek w Gostyninie

 Również kontrowersyjna jest odbudowa zamku w Tykocinie lecz wykonana przez prywatnego właściciela terenu. Jedni się zachwycają znawcy ganią. Możemy znaleźć kilka odbudowanych starych zabytkowych budowli lecz czy na pewno są jeszcze zabytkami? W każdym razie coś im się przytrafiło i mają szansę zaistnieć przez pewien czas.
Z odpowiedzi na listy w naszej akcji "Ratujmy polskie zabytki" można wnosić, że w większości przypadków władze prężnie działają, wiedzą o problemie, monitują i upominają właścicieli budowli, nadzorują itd. itp. tylko, że nic z tego dla zabytku nie wynika. Jak niszczał tak niszczeje dalej, korespondencja między stronami trwa, ewentualne sprawy spadkowe czy sądowe ciągną się latami i wszyscy z utęsknieniem czekają kiedy to wszystko się zawali i będzie po kłopocie. Ale zanim to nastąpi mamy szansę niektóre z nich jeszcze zobaczyć. Polecam przeczytanie tego artykułu
http://www.wykop.pl/ramka/1083199/nie-do-zobaczenia-do-wyburzenia/

i zastanowienia się nad problemem, który dotyczy nie tylko śląskich zabytków. I działajmy aby w przyszłości jak najmniej przeczytać można było doniesień prasowych o zawaleniu, wyburzeniu czy pożarze kolejnego zabytkowego obiektu.

sobota, 6 stycznia 2018

I znowu Stare Tarnowice.

post z 21 stycznia 2012

   Co jakiś czas jak bumerang wraca sprawa zamku w Starych Tarnowicach. To, że jest remontowany i udostępniony zwiedzającym to dobrze i chwała mu za to. Natomiast wychodzące przy okazji inne niezbyt przyjemne sprawy dla znających temat budzą wiele kontrowersji i niesmaku. Najpierw sprawa przeniesienia portalu głównego z zamku w Płoninie i zamontowaniu go w nowym miejscu w Tarnowicach, później sprawa altany i tralek, które także pochodzą z Płoniny a o kradzieży, których zawiadomił ówczesny właściciel Płoniny policję. I oto znajdują się one w zamku tarnowickim, złożone „na kupę” i czekające na swoją kolej. Skąd się tam wzięły? Pewnie z tęsknoty za portalem (podobno oddanym do konserwacji) same przywędrowały te kilkaset kilometrów. A teraz nowe kłopoty – rzeźby. Jest przypuszczenie, że pochodzą one z pałacu w Wilkanowie. Już wcześniej na swoim blogu pisałem, że pewnie one też pochodzą z innych obiektów i okazuje się, że się nie myliłem. Bo jeżeli ktoś raz bezkarnie okradł jeden pałac to następne takie czyny są tylko kwestią czasu. Znalezienie u nas niszczejących pałaców czy zamków z pozostałymi w nich różnymi ozdobami architektonicznymi nie jest trudne. Wymontowanie i wywiezienie również gdyż nikogo to nie obchodzi co się dzieje na obcej posesji. Właśnie dlatego tak wiele zabytków jest rozkradanych gdyż każdy wie, że nikt się nie wtrąci i wszyscy wolą udawać ślepych i głuchych.
   Ale jest także inna sprawa. Żadne z pozostałych w niszczejących zabytkach dekoracji nie jest skatalogowane i sfotografowane. Można brać do woli i nikt nie udowodni skąd dany detal pochodzi. Wie o tym dobrze właściciel zamku w Starych Tarnowicach i ten fakt z powodzeniem wykorzystuje. Bo altana, tralki, rzeźby czy portal znajduje się na zewnątrz i wszyscy mogą to zobaczyć. A co znajduje się w pomieszczeniach, do których nie ma dostępu? Bo, że takie istnieją chyba nikt nie wątpi. Pan S. pozbierał różne przedmioty z odległych zamków i pałaców będąc pewnym, że nikt się nie zorientuje a tym bardziej, że będzie dochodził skąd co pochodzi. Bo według niego on te rzeczy ratuje przed zniszczeniem i kradzieżą. Po co ma ktoś inny to zabrać kiedy mogę ja. Mało tego – za taką działalność dostaje jeszcze nagrody i dotacje z Unii.
   Prowadzone śledztwa dotyczą, co dziwne, tylko danego zgłoszenia. Zgłoszono o kradzieży portalu wyjaśniano tylko te sprawę, zgłoszono altanę i tralki – tylko tego dotyczy śledztwo. A czy nie można za jednym zamachem skontrolować całego obiektu i żądać wyjaśnień odnośnie znajdujących się tam innych dzieł sztuki. Czy naprawdę ktoś zwiedzający zamek gdy zobaczy np. kominek łudząco podobny do tego jaki zniknął w jakimś zrujnowanym pałacu musi zgłaszać na policję ten fakt i tak postępować z każdą rzeczą. Przecież to jakaś paranoja. A może władze wolą nie zauważać pewnych faktów i dopóki sprawy nie wychodzą na światło dzienne udają, że problemu nie ma. Bądź co bądź właściciel zamku w Starych Tarnowicach to człowiek zamożny, przynoszący miejscowości chlubę i pieniądze, zatrudniający trochę ludzi i z tego to powodu nie można go nękać i ciągle nachodzić. I pewnie w przekonaniu tychże władz nic wielkiego się nie dzieje. Rzeczy te zostały uratowane od zagłady, a że przy okazji zniszczono kilka innych zabytków w innych częściach kraju to już ich nie obchodzi. Tamten teren do nich nie należy i niech martwią się o to jego zarządzający. Takie gospodarskie myślenie.
Moje inne notatki dotyczące sprawy zamków w Płoninie i Starych Tarnowic to:
”Ratujmy swoje – dewastujmy inne”
”Portal z Płoniny – ciąg dalszy”
”Płonina i Tarnowice Stare – kontynuacja”

Nasze zabytki

post z 16 stycznia 2013


  Na swojej stronie internetowej jak i na tym blogu zajmuję się głównie zamkami i pałacami. Budowle te od dawna mnie interesują. Jest w nich jakaś aura tajemniczości, pozostałości historii związanych z danym miejscem ludzi oraz zdarzeń. Prawdopodobnie gdyby zadać pytanie – „Wymień zabytki” te dwie budowle znalazłyby się na pierwszym miejscu. A przecież oprócz nich jest jeszcze wiele innych obiektów, które także zasługują na miano zabytku. Zamki i pałace są jednymi ze starszych budowli w naszym kraju (zamki od XIII wieku, pałace XV-XVI w) ale istnieją także całe średniowieczne założenia miast jak Kraków czy Zamość, są też pojedyncze stare kamienice znacznie różniące się wyglądem i wystrojem architektonicznym od dzisiejszych budynków. Te zabytki także mają swoich wielbicieli i ludzi, których interesuje ich historia oraz ich stan obecny.
  Istnieją jeszcze młodsze zabytki, też mające swoich fanów ale nie mające większych szans na uratowanie. Myślę tu o małych stacjach kolejowych, które funkcjonowały około 25 lat temu a obecnie żaden pociąg się na nich nie zatrzymuje. Budynki może nie są specjalnie ładne i ozdobne ale w niektórych przypadkach ich początki sięgają końca XIX wieku. Problem w tym, że przeważnie znajdowały się na uboczu miejscowości i w obecnej chwili nie ma na nie żadnego pomysłu oprócz ich wyburzenia. Dla spółek kolejowych to niepotrzebne budynki, nie warte remontu i wydawania na nie pieniędzy. Ale z drugiej strony nie ma się co dziwić jeżeli zobaczymy jaki jest stan naszego taboru kolejowego, który wymaga jednak znacznego remontu i odnowienia. I tu także znajdziemy stare, stojące na bocznicach wagony czy lokomotywy warte odnowienia ale co dalej? Po czym i gdzie mają jeździć jeżeli tory należą do jednej spółki, tabory do jeszcze innych spółek a do remontów nikt się nie kwapi.
  Kolejne zabytki, którym warto się przyjrzeć to cmentarze. Co roku od pewnego czasu na znanych wielkomiejskich cmentarzach urządza się zbiórki pieniędzy (kwesty) na ratowanie starych nagrobków. Pomysłodawcą był Jerzy Waldorff i pomimo jego śmierci akcja trwa i rozwija się dalej. Ale to w dużych miastach. A co z małymi wiejskimi cmentarzykami, na których także znajdują się groby z ubiegłych epok. Wprawdzie rzadko stoją tam rodzinne stare grobowce ale wiele jest zwykłych, zapomnianych ziemnych mogił, z wbitym żelaznym krzyżem, bez tabliczki z imieniem i nazwiskiem, po których czasami w Dzień Zmarłych chodzą ludzie nawet o tym nie wiedząc. A przecież wystarczyło by nadsypać trochę ziemi czy obłożyć kamieniami (wydatek chyba niezbyt duży). Podobnie rzecz się ma z samotnymi powstańczymi mogiłami w lasach. Ludzie ci ginęli za jakąś ideę, walczyli o lepszy byt, o wolność i czy obecnie naprawdę tak trudno jest zadbać o ich miejsce spoczynku? Pozostając jeszcze w temacie pochówku do zabytków zaliczyć należy rodzinne mauzolea stawiane często w pałacowych ogrodach. Chowani w nich byli członkowie rodziny zamieszkującej dany pałac, czasem ich krewni. Obecnie, w niektórych przypadkach ciężko jest znaleźć tę budowlę zarośniętą krzakami, zniszczoną, walącą się a przecież czasem jej wiek przekracza trzysta lat. Czy nie zasługuje na przetrwanie?
   Inne zabytki to przydrożne kapliczki i znajdujące się w nich świątki. Zazwyczaj o ich stan dba miejscowa ludność. Stoją kwiatki, palą się świeczki lecz mało kto wie jaka jest wartość danej figurki. Nie zabezpieczone, nie skatalogowane stoją sobie samotnie i dopiero z chwilą jej kradzieży dowiadujemy się ile była warta i co straciliśmy. Może trzeba znaleźć jakiś sposób na rozwiązanie tego problemu?
   Mamy też zabytki przyrody, które rosną sobie w dawnych parkach otaczających pałac. Tworzenie takich parków i ogrodów było modne w XVIII i XIX wieku. Sprowadzano wiele nie znanych u nas drzew, krzewów czy kwiatów, które były ozdobą założenia. Różne dodatkowe budowle i stawy dopełniały reszty. Obecnie wprawdzie drzewa, w niektórych parkach przetrwały lecz jeżeli sam budynek pałacu ulega zniszczeniu to trudno mówić zadbanym ogrodzie. Mało kto z oglądających wie na jaką roślinę patrzy czy co właśnie mija. A czasem są to naprawdę unikatowe okazy. Należy cieszyć się tym, że jednak dość trudno jest wykopać dwustuletnie drzewo i przenieś go na swoją posesję.
   Osobną grupę zabytków tworzą wszelkiego rodzaje fortyfikacje. Poczynając na starych cytadelach, poprzez dziewiętnastoletnie forty na bunkrach z drugiej wojny światowej kończąc. Zwolenników tego typu zabytków jest u nas bardzo wiele. Na internetowych forach opisują swoje eskapady, odkrycia czy znaleziska a ich działalność jest dość prężna. Co najważniejsze są wśród nich ludzie z pomysłami na dalsze wykorzystanie danego obiektu. Należy życzyć im wytrwałości i cierpliwości bo bliski kontakt z „kochanymi” urzędnikami to nie to samo co wyrzucenie tony gruzu z bunkra.
   Mało znanymi zabytkami w naszym kraju oprócz województw wschodnich są cerkwie. Pozostało ich niewiele w stosunku do tego co było a nieszczęściem jest to, że nie wiadomo kto ma się nimi zająć. Wyznawców prawosławia jest na tamtych terenach sporo lecz za mało aby wszystkie niszczejące obiekty uratować. Wyznających inne religie ten temat w ogóle nie interesuje. My dbamy o swoje a wy dbajcie o swoje. Ciekawi mnie tylko czy to naprawdę prawosławni niszczą swoje świątynie i je rozkradają?
  Jeżeli jesteśmy już przy wierze to sporą część zabytków w naszym kraju zajmują kościoły. Te jednak mają swojego właściciela, którym ogólnie rzecz ujmując jest tzw. Kościół. Niby jest rozdział Państwa od Kościoła lecz z mojego punktu widzenia jest to podział jednostronny. Państwo ma nie wtrącać się do spraw kościelnych, żadnych podatków i nakazów natomiast Kościół chce wyznaczać kto ma występować i co mówić w publicznej telewizji, chce dyktować politykom jak mają rządzić a krzyż powinien wisieć bez mała wszędzie. I taki mały absurd – religii w szkole uczą świeccy katecheci a księża nauczają o życiu w małżeństwie. Do tego dochodzi jeszcze sprawa remontów zabytkowych kościołów, które to powinno wykonać Państwo. Nie wiem tylko dlaczego?
   Coraz rzadziej możemy na wsi zobaczyć stare drewniane chałupy z ludowym wzornictwem, drewniane dwory, młyny wodne czy wiatraki. Są to też zabytki, które o wiele szybciej ulegają zniszczeniu niż kamienne czy murowane budowle. Aby przetrwały powstają tzw. skanseny gdzie przenoszone są zagrożone i unikatowe budowle z okolicy. Gromadzi się tam także dawne przedmioty codziennego użytku jak meble, garnki, narzędzia rolnicze a wszystko udostępnione jest do zwiedzania.
Można powiedzieć, że prawie na każdym kroku otaczają nas zabytki. W mieście, na wsi, w lesie czy w parku. Trzeba tylko umieć je dostrzec i jak widzimy, że ulegają zniszczeniu nie przechodzić koło tego obojętnie. Nie mówić „czemu ktoś tego nie wyremontuje czy naprawi” ale samemu podjąć jakieś kroki. Nie zwalajmy wszystkiego na innych bo dla innych to właśnie my jesteśmy tymi innymi.
   Oczywiście nie wymieniłem tutaj wszystkich zabytków jakie możemy spotkać. Są one przecież prawie w każdej dziedzinie życia – w motoryzacji, lecznictwie, lotnictwie, nauce itp. itd. ale nauczmy się je szanować i dbać o nie. Bo za kilkadziesiąt lat nasze prawnuki za zabytki będą uważać budowle i przedmioty, z których obecnie korzystamy i chyba przykro by nam było gdyby zniszczyli to na co pracowaliśmy całe życie.

Czy potrzebne nam są zabytki?

post z 7 stycznia 2012

  Do napisania tego tekstu przyczynił się komentarz dodany na stronie naszej akcji „Ratujmy polskie zabytki” a dotyczący Willi Grüneberga w Szczecinie. Anonimowy autor pisze: 

„no i co że to jest zabytek to znaczy że ma to zablokować budowę tramwaju ta wila jest nikomu nie potrzebna a z tramwaju będą korzystać setki ludzi dziennie takich zabytków jest pełno w szczecinie a obrońcy akurat tego się uczepili jeżeli nie pasuje wam zburzenie to miasto ma takie projekt aby ją przenieść uważam że obrońcy się ośmieszają” (pisownia oryginalna).

  Idąc tokiem myślenia tej osoby zbudowanie Zamku Królewskiego w Warszawie jest także bezcelowe gdyż postawienie w jego miejscu jeszcze jednego hipermegasupersamu byłoby o wiele lepszą inwestycją gdyż sklep taki odwiedzany byłby przez więcej osób niż te zwiedzające zamek. Poza tym dowiedzieliśmy się, że walcząc o zabytki tylko się ośmieszamy. Sądząc z małej ilości osób biorących udział w naszej akcji takie myślenie jest chyba powszechne. Jednakże jak wiele razy na pewno się przekonaliśmy nie ilość jest ważna a jakość i rezultat. A swoją drogą to może i dobrze, że tak mało ludzi chce nam pomóc. Przynajmniej późniejsze wszelkie zaszczyty, odznaczenia czy nagrody przypadną tylko kilku osobom a nie masie ludzi.  Będziemy mogli się pochwalić, że dzięki nam kilku urzędników przebudziło się z biurowego letargu i przez chwilę musieli popracować na swoje pensje oszczędzając tym samym na kawie i cukrze (podobno kawa bez cukru jest nie zdrowa ale według mnie dużo smaczniejsza) a w rezultacie można powiedzieć, że zadbaliśmy o ich zdrowie.
  A tak poważnie to zastanawiam się czy tak naprawdę potrzebne są komuś zabytkowe budowle. W miastach stoją przeważnie (co daje do myślenia) w miejscach gdzie planowane są nowe inwestycje typu tras tramwajowych, ulic czy nowych marketów. Poza miastem czasami tarasują nową drogę czy autostradę. A najdziwniejsze w tym jest to, że to one były w danym miejscu wcześniej niż nowo projektowane budowle. Wniosek z tego taki – nasi projektanci za nic mają zabytkowe budowle. Są stare więc trzeba je zburzyć. Przecież nowe trasy czy budynki bardziej przysłużą się ludziom niż ten stary, zrujnowany pałac, kościół czy kamienica, który aby funkcjonował trzeba odremontować (dla niektórych to strata pieniędzy).
  Jest także inna strona takich decyzji. Otóż alternatywą dla takiej np. drogi czy trasy tramwajowej jest wytyczenie jej przez lub w bliskości stojących i zamieszkałych domów gdzie z góry wiadomo, że mieszkańcy będą się sprzeciwiać. Bo każdy chce mieć dobrą drogę ale nie w swoim sąsiedztwie. A samotnie stojący i niszczejący zabytek można wyburzyć (starosta oczywiście przekona konserwatora) i nikt o niego się nie upomni no może kilkunastu obrońców zabytków, których „spławi” się odpowiednim pismem. A za nim na pismo się odpowie budowla już przestanie istnieć. Oczywiście wszystkim będzie ogromny żal zniszczonego zabytku, ktoś musiał się z jego rozbiórką pospieszyć, to było bez naszej zgody i inne takie duperele usłyszymy od odpowiednich władz ale to nie wróci zniszczonej budowli. Pozostaną zdjęcia i wspomnienia.

Remont zabytku czyli wszystkie chwyty dozwolone

post z listopada 2011

Odremontowanie starego zamku czy pałacu nigdy nie jest rzeczą łatwą. Bo nie wystarczy ułożyć jedną cegłę na drugiej czy kamień na kamieniu i już mamy gotową ścianę. Chcąc zrobić to zgodnie ze starą sztuką wznoszenia tego typu budowli powinniśmy trochę się jednak do takiej pracy przygotować. Zgromadzić materiał podobny do tego, z którego zrobione są pozostałe elementy, które chcemy odrestaurować. Wiadomo, że cegły w danych okresach i stylach trochę się od siebie różniły, miały inne wymiary niż używane obecnie. Różnił się także sposób ich układania a także zaprawy, które je wiązały. Podobnie rzecz ma się z kamieniami. Jeżeli mur był z piaskowca to do jego odbudowy powinno się zastosować piaskowiec a nie granit czy marmur. Dla większości może wydawać się to oczywiste lecz czasem dla remontujących taką budowlę już nie. Oczywiście w grę, jak zwykle wchodzą pieniądze. Stosuje się materiały tańsze, niby podobne lecz mające nie wiele wspólnego z oryginalnymi.
  Podobnie sprawa przedstawia się z fachowcami. Są firmy specjalizujące się w takich pracach remontowych, mające odpowiednich ludzi. Jedni zajmują się murarką, inni ciesielką, dekarstwem, stolarką itp. Skorzystanie z usług takiej firmy nie jest tanie więc do remontu zatrudnia się dużo tańszych robotników. I czasem okazuje się, że podczas prac zniszczono elementy zabytkowe i cenne gdyż dla osoby, która nie zna się na takich sprawach były po prostu przeszkodą w jego pracy. Ile cennych i zabytkowych detali w ten sposób znikło nigdy się nie dowiemy. A ponieważ znakomita większość odnawianych obecnie przez osoby prywatne zamków czy pałaców ma służyć jako źródło dochodu (hotele, restauracje) więc trzeba je jak najszybciej odnowić, jak najmniejszym kosztem i z byle jakich materiałów.
  Pan Wojciech W. właściciel zamku w Morągu od paru lat zamierza otworzyć Akademię Rzemiosł Dawnych, gdzie można byłoby zdobyć wiadomości na temat stosowanych w średniowieczu metod budowy zamków, materiałów, przepisów na używane w tym czasie zaprawy itd. itp. Oprócz teorii byłaby też praktyka. I co się okazuje? Chętnych brak. Niby u nas bezrobocie a na zdobycie popłatnego zawodu chętnych nie ma pomimo tego, że warsztaty są bezpłatne.

  Lecz są, według mnie, chyba najgorsze z możliwych przypadki gdzie niszczy się jeden zabytek kosztem drugiego. Wymontowanie całego portalu bramnego w zamku Niesytno w Płoninie i zamontowanie go w innym, zabranie balustrad, tralek czy altany i postawienie w swoim odnawianym zamku wydaje mnie się skandalem. Nie jasne tłumaczenie, że odbyło się to za zgodą właściciela Niesytna, czy stwierdzenie „jak nie ja to weźmie ktoś inny” jest mało poważne. Są oczywiście zwolennicy takiego działania, którzy przyznają rację posiadaczowi zamku w Starych Tarnowicach i jako argument podają to, że zarówno portal jak i inne zabrane elementy są widoczne dla zwiedzających osób a nie ukryte np. w prywatnej willi. Może to i racja tylko idąc tym tokiem myślenia dojdzie się do wniosku, że najtaniej i najlepiej będzie jeżeli w każdym województwie rozbierzemy wszystkie zrujnowane zamki czy pałace a z uzyskanych materiałów budowlanych i ozdób postawimy jeden budynek. Napiszemy co i z którego nieistniejącego już zabytku zostało zabrane i po kłopocie. Takich muzeów budownictwa starodawnego byłoby siedemnaście i zamiast jeździć po kraju i zwiedzać obecne lepiej lub gorzej zachowane budynki wszystko co najlepsze znajdziemy w jednym miejscu. A jaka dla wszystkich oszczędność. Konserwator ma jeden, chyba najgorszy kłopot z głowy, gminy uzyskują atrakcyjne czasem działki budowlane, urzędnicy uwalniają się od listów z żądaniami i zapytaniami co robią w sprawie niszczejących zabytków (nasza akcja „Ratujmy polskie zabytki) a i turyści zyskują na kosztach idących ciągle w górę cenach paliw.
   Mam taką nadzieję, że tego artykułu nie przeczyta jakiś „nawiedzony i nie mogący po nocach spać poseł” i nie będzie starał się mojego pomysłu wprowadzić w życie. Chociaż kto wię? U nas jak i w Unii wszystko jest możliwe. 

Co człowiek to inne zdanie.

post z 18 sierpnia 2011

Po napisaniu ostatniej notatki dostałem od znajomego, również mocno zaangażowanego w sprawy ochrony i odnowy zabytków takiego e-maila.
„…Te przykłady odbudowanych zamków (poza Tarnowicami), to nie tylko pieniądze wyrzucone w błoto, ale do tego działania niezgodne z karta wenecka, etyką konserwatorską i generalnie z ochroną zabytków. Te zamki były już ruinami setki lat temu. Ludzie, którzy je odbudowują wydali na to grube miliony, tymczasem w sąsiednich wsiach na ich oczach rozpadały się renesansowe dwory, barokowe palce i klasycystyczne dworki, z których wynoszono wszystko, co się dało. Może to znowu klasyczne polskie narzekanie, ale szkoda, że wydano miliony na tworzenie pseudo-zabytków, zamiast uratować oryginalną substancje. Panująca w Polsce moda na średniowiecze doprowadza do tego, ze pojawiają się wręcz pomysły chore – np. pewien inwestor chciał przywrócić pałacowi w Swobnicy wygląd średniowieczny, co doprowadziłoby do zniszczenia barokowego skrzydła głównego!!! I to w imię źle pojętego zainteresowania historia i zabytkami. A ta odbudowa w Bobolicach to już wogóle Disnayland…”

 Trudno się z tym nie zgodzić lecz chcę zauważyć, że żadna z opisanych budowli nie jest samowolą budowlaną. Tak więc na taką odbudowę musiały wydać pozwolenie odpowiednie władze oraz konserwator. Czy działania te były zgodne z kartą wenecką, etyką konserwatorską czy ochroną zabytków? Czy podczas sporządzania dokumentacji ktoś się nad tym zastanowił? Pewnie nie. Ale faktem jest, że plany zostały zatwierdzone a prace są realizowane. Ile w tym wszystkim było znajomości i prezentów wiedzą tylko zainteresowani. Osobiście bardziej podobała mi się ruina Bobolic niż obecnie stojący zamek ale odwrotu już nie ma i trzeba zaakceptować obecny stan.
  Tak jak napisał znajomy obecnie jest moda na wszelkiego rodzaju starocie a czym starsze to lepsze. Pewnie dlatego obecny właściciel Bobolic wolał kupić kompletną ruinę niż w lepszym stanie i pochłaniające mniej kosztów przy odremontowaniu pałace czy dwory. Zamek to zamek. Podobno ma jeszcze chętkę na stojący nieopodal Mirów. Każdy rządzi swoimi pieniędzmi i robi z nimi co uważa. Gdyby na takie odremontowanie czy odbudowę obiektu nie był zgody pewnie stałaby sobie dalej i niszczała gdyż na zabezpieczenie ruin pieniędzy nie ma. A tak za 100 lat nikt nie będzie się zastanawiał nad tym czy było to zgodne z etyką i ochroną tylko dopisany zostanie dalszy ciąg historii zamku : „Odbudowany z ruin w 2011 roku itd…” Przecież prawie każdy zamek czy pałac ma w swojej historii okres gdzie przeprowadzono jego przebudowę, odbudowę czy remont. Trudno jest znaleźć budowlę średniowieczną, która w całości byłaby w takim stanie w jakim została zbudowana. Każdy kolejny właściciel, jeżeli było go na to stać wprowadzał coś nowego, co jemu się podobało. W tamtym czasie nikt nie zastanawiał się czy dwustuletni zamek jest zabytkiem i można go przebudować. Był obiektem obronnym i mieszkalnym. Bo dopiero w ubiegłym wieku wprowadzono ustawy o „Ochronie dóbr kultury narodowej”, „Ochronie zabytków” czy „Rejestr zabytków” i inne mające chronić stare budowle czy przedmioty rozporządzenia. I czytając to wszystko można się zastanowić dlaczego jest tak tragicznie z zabytkami jeżeli broni je tyle ustaw, uchwał, rozporządzeń.
  Dlatego też w poprzedniej notatce napisałem, że odbudowa tych obiektów jest przykładem pozytywnego działania, tym bardziej, że nie zniszczono innych zabytkowych elementów gdyż ich tam nie było. Wykorzystano to co pozostało i dobudowano nowe. A że tak to wygląda? Może pierwotnie zamek tak wyglądał? Na razie ciężko jest się przyzwyczaić (piszę o Bobolicach), że nie ma już stojącej samotnie ściany z oczodołami okien i spadających kamieni lecz stoi cały budynek, przykryty dachem, z komnatami, który można zwiedzić. Podobnie ma się rzecz z zamkiem w Chudowie, czy Korzkwi.
  Moim zdaniem nie jest to tworzenie pseudo-zabytków jak twierdzi znajomy. Bo przecież nie można tylko zabezpieczać ruin. Jeżeli jest możliwość ich rekonstrukcji to chyba warto to zrobić. A jak w takim razie nazwać zbudowany od podstaw Zamek Królewski w Warszawie? Czy ma on coś wspólnego z zamkiem zbudowanym w XIV wieku? Stoi w tym samym miejscu i to wszystko. Czy jest to pseudo-zabytek? Czytając powojenną historię zamku widzimy, że byli architekci, którzy w miejscu zburzonego zamku chcieli postawić nowe domy a wtedy w historii miasta byłby opis – „w mieście był zamek królewski”. Postanowiono inaczej ale czy w takim razie nie powinno się tworzyć historii obecnej budowli od drugiej połowy XX wieku?
Prawdopodobnie każdy z nas będzie miał inne zdanie na ten temat a do każdej opinii będzie można znaleźć przykład, który zaprzeczy temu zdaniu a jednocześnie będzie zgodny z poglądami tej osoby. Paradoks? Nie. Po prostu jak to mówi przysłowie „Punkt myślenia zależy od punktu siedzenia”.
Zgadzam się natomiast z poglądem, że nie należy niszczyć podczas remontów czy odbudów innych starych budynków czy detali, które niejako nie pasują do naszej wizji odremontowanej budowli. Chociaż czasem pomieszanie różnych styli architektonicznych nie zawsze wychodzi „na zdrowie” obiektowi. I pewnie tutaj także zdania czytających będą podzielone. Podobno „jeszcze się taki nie narodził coby wszystkim dogodził”.
A co do Disneylandu. Niemcy mają swój zamek zwany Nowy Łabędzi Kamień (Neuschwanstein) i wszyscy się nim zachwycają to czemu u nas nie może być choćby marna namiastka.
Zapraszam do dyskusji na poruszone tematy.